Premier Boris Johnson ostrzega, że w Wielkiej Brytanii właśnie zaczynamy mieć do czynienia z drugą falą zachorowań na COVID-19. W związku z tym rozważane jest założenie ogólnokrajowych obostrzeń. Eksperci dodają, że liczba ofiar śmiertelnych podczas drugiej fali zachorowań może być tak wysoka jak wiosną.

Boris Johnson powiedział, że Wielka Brytania właśnie wkracza w drugą falę zachorowań na koronawirusa. Premier zapowiedział również, że jest przygotowany do wprowadzenia szeroko zakrojonych, ogólnokrajowych obostrzeń w celu zapobiegania rozprzestrzeniania się koronawirusa. Obecnie około 13,5 miliona mieszkańców Wielkiej Brytanii stoi w obliczu lokalnych blokad po wprowadzeniu przez rząd nowych obostrzeń w północno-zachodnich częściach kraju,  Yorkshire i Midlands.

- Reklama -

“Obserwujemy właśnie nadejście drugiej fali zachorowań. Widzieliśmy to we Francji, w Hiszpanii i w całej Europie. Obawiam się, że jest to nieuniknione również w Wielkiej Brytanii” powiedział Boris Johnson podczas wizyty w Oxfordshire.

“Chcemy, aby mimo to szkoły były otwarte. Postaramy się również, aby wszystkie sektory gospodarki były otwarte, na tyle ile jest to możliwe. Nie sądzę, by ktokolwiek chciał przejść przez doświadczenia drugiej blokady” dodał premier. “Jednak kiedy widzimy wzrost zachorowań, musimy rozważyć to czy nie trzeba będzie pójść krok dalej niż nasza “reguła sześciu”. Obecnie będziemy przyglądać się lokalnym blokadom, które zastosowaliśmy w dużych częściach kraju i zobaczymy, co możemy dalej zrobić.”

Reguła sześciu to przepis wprowadzony w poniedziałek 14 września 2020 roku, jaki zakazuje spotkań towarzyskich dla więcej niż sześciu osób. Oznacza to, że – poza kilkoma wyjątkami obejmującymi pracę i edukację – wszelkie spotkania towarzyskie obejmujące więcej niż sześć osób będą niezgodne z prawem.

Czy powrócimy do ogólnokrajowych obostrzeń?

Niestety w ciągu ostatniego tygodnia liczba przypadków zachorowań na koronawirusa podwoiła się, a liczba pozytywnych wyników przekroczyła w piątek (18 września) 4000. 

Jednym z rozważanych przez rząd rozwiązań dla całej Anglii jakie miałyby zapobiec rozprzestrzenianiu się wirusa jest tzw. “circuit-breaker”. Oznacza to, że puby i restauracje mogą być zmuszone do wcześniejszego zamykania lokali bądź przestawienia się na wydawanie posiłków na wynos – tylko na krótki, ustalony okres. Przy tym oczekuje się, że szkoły pozostaną otwarte, a premier Boris Johnson ogłosił, że “utrzymanie nauki w szkołach jest narodowym priorytetem”.

Według ekspertów celem rozwiązania “circuit-breaker” jest szybkie wyeliminowanie nowych infekcji, potencjalnie zmniejszając je o połowę w ciągu dwóch tygodni. Dodatkowo ministrowie mają nadzieję, że “reguła sześciu” jaka ogranicza spotkania towarzyskie w całej Anglii przyniesie efekty.

Nowe obostrzenia miałyby być ogłoszone w przyszły wtorek (22 września 2020), choć źródła rządowe zaprzeczają temu że miałyby pojawić się nowe ogólnokrajowe blokady.

Rośnie liczba zachorowań

Oficjalne dane wskazują, że w piątek (18 września) odnotowano 4322 nowych zachorowań na koronawirusa. Tydzień wcześniej, po raz pierwszy od maja przekroczono liczbę 3000 nowych zachorowań dziennie. Tym samym badanie ONS przeprowadzone wśród losowo wybranych osób sugeruje, że w dniach od 4 do 10 września blisko 60 000 osób było chorych – co średnio daje około 6000 nowych przypadków dziennie.

Obecnie większość nowych infekcji w Wielkiej Brytanii dotyczy młodszych osób. Naukowcy obawiają się, że wirus rozprzestrzeni się na wszystkie grupy wysokiego ryzyka zachorowań powodując gwałtowny wzrost liczby ofiar śmiertelnych.

“Jeśli będziemy nadal zachowywać się tak, jak obecnie, w końcu zabijemy tyle lub więcej osób niż podczas pierwszej fali zachorowań” powiedział jeden z naukowców odmawiając podania swojego nazwiska. Do tej pory na skutek zakażenia koronawirusem zmarło ponad 57 000 osób.

Lider Partii Pracy, Keir Starmer, zasygnalizował, że jego partia poprze wprowadzenie nowych obostrzeń. „Jestem głęboko zaniepokojony gwałtownym wzrostem liczby przypadków koronawirusa i wszystkimi trudnościami, z jakimi borykają się ludzie w całym kraju, aby móc przebadać się na COVID-19” – powiedział.

„Nadszedł teraz czas na szybkie, zdecydowane działania w całym kraju. Nie możemy sobie pozwolić na zbyt powolne ruchy” dodał Starmer.

Nawet jeśli wszystkie obostrzenia miałyby być krótkotrwałe – oznaczają one dramatyczną zmianę frontu, po tym jak kilka tygodni wcześniej kanclerz Rishi Sunak wzywał społeczeństwo do udziału w akcji “Eat out to help out”, a Johnson nalegał aby pracownicy wrócili do biura.

Częściowe blokady?

W piątek wieczorem (18 września) burmistrz Londynu Sadiq Khan również ostrzegł, że w stolicy prawdopodobnie potrzebne będzie wprowadzenie obostrzeń.

„Jestem głęboko zaniepokojony najnowszymi danymi jakie otrzymałem od ekspertów ds. zdrowia publicznego, na temat tempa wzrostu zachorowań i tego jak szybko COVID-19 rozprzestrzenia się teraz w Londynie. Niestety sytuację pogarsza niepewność związana z brakiem możliwości przeprowadzania testów w stolicy.”
Khan dodał również, że prowadzi rozmowy z ekspertami ds. zdrowia publicznego i rozważa wprowadzenie niektórych ograniczeń, jakie są obecnie stosowane w innych częściach Wielkiej Brytanii.

Częściowe blokady wprowadzono na przykład w Singapurze, gdzie zamknięto szkoły i wszystkie inne miejsca poza tymi niezbędnymi. Wprowadzono tam również szereg ograniczeń dotyczących restauracji i innych miejsc publicznych. Niestety tutaj podjęcie takiej decyzji komplikuje fakt, że eksperci nie są pewni czy wzrost liczby zachorowań jest związany z otwarciem szkół.

Nierozważne działania?

Po niezwykle popularnej akcji “Eat Out to Help Out” ministrowie prawdopodobnie powrócą do obostrzeń dotyczących restauracji, kawiarni i barów. 

W zeszłym tygodniu badanie rządu USA wykazało, że dorośli, którzy uzyskali pozytywny wynik testu na koronawirusa, dwa razy częściej odwiedzali restauracje, niż ci którzy uzyskali wynik negatywny. Dodatkowo naukowcy podejrzewają, że wszyscy ci, którzy często jedzą poza domem skłonni są również do innych ryzykownych zachowań – spotkań z przyjaciółmi bez masek i gromadzenia się w pubach czy barach.

Mark Woolhouse, profesor epidemiologii chorób zakaźnych na Uniwersytecie w Edynburgu, powiedział, że dwutygodniowy „circuit-breaker” może potencjalnie obniżyć liczbę nowych infekcji o połowę, chociaż przyznał, że są to optymistyczne szacunki.

„Pod koniec okresu dwóch tygodni spodziewalibyśmy się ponownego wzrostu liczby zachorowań, jednak musi minąć trochę czasu zanim liczba chorych spadnie” powiedział Woolhouse.

„To jak długo będzie zależało od środków zastosowanych po usunięciu lokalnego obostrzenia. Oczekuje się, że wszystko to zajmie kilka tygodni, które można byłoby wykorzystać, na przykład, na poprawę wydajności systemu testowania, śledzenia i izolowania ”.

Niestety elektroniczny system Test and Trace o wartości 10 miliardów funtów nadal boryka się z problemami, a obecnie popyt na testy przewyższa podaż czterokrotnie. Istnieją również obawy, że wiele osób skierowanych na kwarantannę nie przestrzega jej.

Rowland Kao, profesor epidemiologii weterynaryjnej z Edynburga dodaje, że chociaż dwutygodniowy zestaw obostrzeń niewątpliwie ograniczy liczbę nowych przypadków zachorowań – nie jest jasne, czy cokolwiek innego niż pełna blokada – obejmująca również szkoły i uniwersytety – obniży współczynnik R.

„Jeśli tak się nie stanie, presja na zwiększenie liczby przeprowadzanych testów i śledzenia oraz ryzyko z jakim stykają się osoby bezbronne i wszyscy przebywający w szpitalach, będą tylko rosły” – powiedział Kao.
„Niestety, dwa tygodnie to za mało czasu, aby w pełni ocenić wpływ tych ograniczeń. Nawet jeśli współczynnik R spadnie poniżej jednego, przez jakiś czas liczba przypadków będzie się utrzymywać na podobnym poziomie”.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Napisz komentarz
Wpisz swoje imię tutaj