Są jednymi z najbardziej rozpoznawalnych Polskich prezenterów. Wspólnie prowadzą program śniadaniowy “Dzień Dobry TVN”, który dzięki aplikacji ITVN dostępny jest również za granicą. Z Dorotą Wellman i Marcinem Prokopem, Tomasz Dyl rozmawiał o Unii Europejskiej, kanale iTVN oraz spotkaniach z Polakami na całym świecie.

Zanim rozpoczęliście pracę w “Dzień Dobry TVN” przyglądaliście się pracy kolegów z kanałów takich jak Today, Good Morning Britian czy BBC Breakfast?

Marcin Prokop: Przyglądaliśmy się różnym rzeczom, ale niczym się bezpośrednio nie inspirowaliśmy. Ponieważ nasz styl prowadzenia programu zrodził się trochę przez przypadek. Przez to, że spotkały się dwa różne żywioły, dwa różne znaki – plus i minus… dwie różne sprzeczności. I okazało się, że to przypadkowe spotkanie owocuje wynalazkiem, który w jakimś stopniu – możemy to nieskromnie powiedzieć – zrewolucjonizował telewizję śniadaniową. Wcześniej to było pasmo bardzo grzeczne, bardzo poprawne, bardzo spokojne – bardziej usypiające niż pobudzające. I nagle żeśmy zaczęli dokazywać i okazało się, że to co według niektórych groziło nam zwolnieniem z pracy i rychłym wezwaniem na dywanik, podoba się telewidzom. I to nas uratowało przed dywanikiem. Jak władze Telewizji Polskiej, jeszcze wówczas, zobaczyły że słupki oglądalności rosną to stwierdzili – a dobra niech sobie robią to co robią.
Dorota Wellman: Niech i grają…

Marcin Prokop: Dokładnie. Skoro to im tak wychodzi.
Dorota Wellman: Oczywiście wynalazek programu śniadaniowego nie jest jakiś wyjątkowo oryginalny. To po prostu program poranny, który ma najczęściej dać jakieś informacje – te podstawowe, co się dzieje na świecie, jaka jest pogoda przed wyjściem z domu. Dać trochę rozrywki i sprawiać ludziom poranną przyjemność, dać dobrego kopa do tego żeby wyjść z domu… Więc nie odkryjemy tu Ameryki. Nie zmienimy specjalnie tej formuły, bo ona już jest jakoś na świecie przyjęta. Myślę, że fajne jest to że każdy w swoim kraju – mam nadzieję, że tak jest, bo oglądaliśmy węgierskie programy, czeskie, rosyjskie – robi to swojemu.

Jak się dzieje, że tak łatwo przychodzą wam Wasze żarty w programie?
Marcin Prokop: Krzysztof Ibisz nam je pisze przed programem (śmiech). Druga możliwa odpowiedź jest taka, że dobrze się ze sobą czujemy i dobrze się bawimy tym co robimy. To nie jest dla nas praca, nie mamy takiego poczucia że przyszliśmy do zakładu, wybiła 8:00 więc idziemy rozpocząć naszą zmianę i będziemy znowu przyklejać kafelki w te same miejsce. To jest dla nas forma spotkania z ludźmi, nie tylko z widzami, ale również z tymi, którzy zasiadają na kanapach. A jak człowiek idzie na spotkanie i ma się tam dobrze czuć, ma się tam czuć jak w dobrym towarzystwie… to gadka klei się sama.

Dorota Wellman: To jest też specyfika programu na żywo. Zawsze wydarzy się coś czego nie jesteśmy w stanie zapisać w scenariuszu i przewidzieć. Nie możemy nikogo poprosić żeby ułożył nam te żarty. Coś spadnie, coś zadzwoni, coś się zepsuje i ktoś powie coś śmiesznego. Musi być na to naturalna reakcja. A my się też naturalnie zachowujemy nie bojąc się swoich pomyłek, wpadek i dziwnych sytuacji, które się tu zdarzają… I to powoduje, że ten program ma naturalny charakter, a ludzie piszą do nas, że śmieją się razem z nami. A tak naprawdę to przecież śmieją się z nas…
Marcin Prokop: Też.

Jesteśmy w Unii Europejskiej od 15 lat. Czy waszym zdaniem zmieniło się wiele od tego momentu?

Marcin Prokop: Zapytałbym bardziej co się nie zmieniło – wszystko się zmieniło w znacznym stopniu, dzięki temu że weszliśmy do Europy, zaczęły płynąć do nas fundusze… że zaczęto inwestować w infrastrukturę i w edukację – w te wszystkie dziedziny, które mówiąc wprost nie byłoby nas stać gdyby nie te środki. Jeśli dzisiaj są ludzie, którzy krzyczą postulaty o wyjściu z Unii, to mam ochotę ich zapytać – po czym by jeździli? Gdzie ich dzieci by się uczyły? W jakich szkołach i czego by się uczyły? Jak by było gdybyśmy pozostali zaściankiem Europy zamkniętym na świat z zewnątrz. Bo znamy kraje, które się zamknęły na Unię i nie wyszły na tym najlepiej.

Dorota Wellman: Myślę, że Unia dała nam poczucie bezpieczeństwa, bo jesteśmy otoczeni innymi. To poczucie, że w razie jakiegokolwiek zagrożenia, jednak mimo naszych nieprzyjemnych doświadczeń historycznych, teraz ktoś nam będzie towarzyszył. Jesteśmy w jakiejś grupie, a w grupie jak wiadomo raźniej i łatwiej przejść różne trudności. To jest pierwsze odczucie, a drugie to… taka wolność…

Marcin Prokop: Podróżowania…
Dorota Wellman: Tak – wolność kształcenia się, pracy… Otwarte granice dają ludziom wiele – takim, którzy nie znaleźli tutaj takich możliwości – te możliwości gdzie indziej. I trzecia rzecz to przepływ kapitału. Myślę, że Polski biznes dostał ogromny zastrzyk i ogromne możliwości żeby się bardziej rozwijać. Bez tego pewnie Polska nie byłaby w tym miejscu w którym jest teraz.

Marcin Prokop: No oczywiście… “za darmo to boli gardło” jak śpiewał Maciej Maleńczuk. I Unia nie daje też niczego za darmo – czegoś tam od nas oczekuje w związku z przyjęciem do wspólnego klubu. I znowu mam ochotę zapytać tych, którzy krzyczą o tym, że powinniśmy wyjść, albo nie powinniśmy nic dać – no gdzie były te głosy gdy braliśmy? Jedną ręką braliśmy, a drugą chowaliśmy do kieszeni i teraz pora na to żebyśmy coś z siebie wyjęli, coś z siebie oferowali – bo taki był też układ. W takiej makro skali ważne jest nie tylko to, że wyjeżdżamy – ale również to, że wracamy przywożąc jakieś doświadczenia, wiedzę o innych kulturach, o życiu innych ludzi. Myślę, że to nas bardzo ubogaca jako społeczeństwo.

Dorota Wellman: Jako telewizja korzystamy także. Otwarte granice to też artyści, którzy u nas by się nie pojawili na scenie. Mamy szansę zaproszenia do nas artystów, którzy koncertują po Polsce – artystów, którzy jakiś czas temu by pewnie do nas nie przyjechali. Pojawiają się międzynarodowi goście, chociażby autorzy książek. Dobrze jest być w dobrym towarzystwie.

ITVN sprawia, że docieracie do większego grona widzów. Czy ta dodatkowa liczba widzów zagranicznych z Polonii, sprawia wam dodatkowy stres?

Marcin Prokop: Nie, to jest dla nas dodatkowa radość, że docieramy do ludzi na całym świecie niczym te książki do latarnika, które dawały mu poczucie kontaktu z ojczyzną i światem. Cieszy nas to, że jesteśmy jakimś oknem na Polskie sprawy dla Polonii, ale też jest to dodatkowe zobowiązanie. Mamy takie wrażenie, że ta Polonia jeszcze bardziej uważnie śledzi to co my mówimy w studiu i jeszcze pilniej nas rozlicza z tego jak te rozmowy są prowadzone i co mamy do powiedzenia. Myślę, że wiele osób w Polsce oglądając nas na żywo ma akurat wtedy w domu sporą krzątaninę – wyprawienie dzieci do szkoły i wychodzenie do pracy. Część ludzi nie ogląda całego programu. Ci którzy oglądają nas za granicą często korzystają z aplikacji i oglądają nas po emisji na żywo więc mogą sobie precyzyjnie wybrać co chcą obejrzeć i pilnie się temu przyjrzeć. To tacy dodatkowi egzaminatorzy…
Dorota Wellman: Mamy kontakt z ludźmi, którzy przyjeżdżają – nawet specjalnie pod budynek “Dzień Dobry TVN” żeby powiedzieć, że jesteśmy kawałkiem Polski w ich domu. To nas bardzo cieszy i zobowiązuje. Jesteśmy przypomnieniem kultury, języka, gwiazd które kochali kiedy jeszcze mieszkali w Polsce… My zawsze o ludziach z różnych stron świata pamiętamy. Bardzo często ich pozdrawiamy, bardzo często kierujemy do nich nasze słowa, bo uważamy, że są istotną częścią naszej publiczności, często pomijanej przez inne media. A my chcemy do nich docierać. Ostatnio mieliśmy taki egzamin – w czasie Dnia Flagi i Dnia Polonii rozproszonej po całym świecie… Ludzie pisali do nas z najdziwniejszych zakątków świata, więc chociaż trochę Polski przez nas przekazywanej, jest tym ludziom bardzo potrzebne. To jest piękne zadanie.
Marcin Prokop: Przy okazji też budzi to nasze zaskoczenie, kiedy jesteśmy gdzieś za granicą na wakacjach – w jakiś egzotycznych zakątkach globu i nagle ktoś za nami krzyczy “Pani Doroto, Panie Marcinie!” Okazuje się, że to ktoś z Polaków tam mieszkających zna nas dzięki telewizji. A mimo, że mieszka za granicą 20 czy 30 lat to nagle stajemy się dla niego kawałkiem domu, który przybył tam… w jego strony.

Dorota Wellman: Ja pamiętam taką historię – we Włoszech, w małym miasteczku przyglądał mi się uważnie młody Włoch z dzieckiem na ręku. Byłam przekonana, że robię takie wrażenie na mężczyznach, ale się rozczarowałam… Okazuje się, że pan Włoch nas doskonale zna, bo jego żona Polka ogląda “Dzień Dobry TVN”. On już nas zna, bo my codziennie jesteśmy w jego domu, a dla niej jesteśmy łącznikiem między krajem, a miejscem w którym mieszka. Piękna historia. Wiele nam się takich zdarzyło…

Marcin Prokop: Jeszcze przebijając tę historię… Okazało się, że oglądają nas nawet w Watykanie. Po jednym z naszych materiałów, o szkole w której nie ma windy – mimo, że uczą się tam dzieci niepełnosprawne – okazało się, że pieniądze na windę się znalazły. I fundatorem tej windy jest sam papież Franciszek, bo jego jałmużnik – arcybiskup Kondrat zobaczył nasz program, zainteresował się sprawą, poszedł do papieża… I papież powiedział “spoko, błogosławię z serca i wysyłam”.
Dorota Wellman: Takie historie…

Co słyszycie od Polaków mieszkających za granicą?
Marcin Prokop: Ja mam różne doświadczenia, nie zawsze też pozytywne. Kiedyś pojechałem z realizacją swojego programu podróżniczego do USA, do Chicago i tam w słynnej dzielnicy Jackowo spotkałem Polaków, którzy nie witali mnie z otwartymi ramionami. Okazało się, że większość z nich, których tam spotkałem była z innej opcji politycznej. Mimo, że ja nie pojechałem tam w sprawach politycznych – to widząc kamerę TVNu i loga kojarzone z tą stacją byli dużo mniej otwarci niż inni. I pomyślałem sobie, że siła mediów jest olbrzymia, bo tak samo jak my możemy dotrzeć z kawałkiem Polski, z tym jak my ją widzimy i pokazać fragment naszego kraju tak jak my go postrzegamy… Tak samo inne media o trochę innym profilu, mentalności i poglądach również tam docierają i często wykrzywiają obraz naszego kraju. Wiadomo, że każde media mają swój ogląd rzeczywistości, ale niektóre z tych mediów pokazują obraz Polski jako jakiegoś miejsca wiecznej opresji, miejsca w którym wrogie siły chcą przejąć Polskość i suwerenność, które miotają duszami prawdziwych Polaków… Smutno mi, że takim nadawcom czasami Polacy za granicą ulegają.

Dorota Wellman: Ja się często spotykam z Polonią w Grecji i to jest takie uczucie, że ktoś cię nie chce puścić. Tak długo chce z tobą rozmawiać, tak jest spragniony rozmowy po Polsku – bo często są to osoby wyizolowane, mieszkające w małych miejscowościach gdzie tylko jest społeczność grecka… Tak potrzebujący kontaktu z Polską, że aż cię trzymają za klapy i guzik żeby tylko nie kończyć tej rozmowy i opowiedzieć o sobie i swoją historię. Więc myślę, że ludzie potrzebują być wysłuchani, a za tymi historiami często idą reportaże, które robimy. Pokazywaliśmy ludzi, którzy w Grecji w małej miejscowości na wyspie Kreta, założyli Polską restaurację. Tam się zaklimatyzowali i mieszkają czując się jednocześnie Polakami i Grekami. Z takiego spotkania z Polonią powstał reportaż do “Dzień Dobry TVN”.

A co powiecie o Brexicie w jednym zdaniu…?
Marcin Prokop: Wielka pomyłka.

Dorota Wellman: Coś co zaszkodzi nam wszystkim, nie tylko Wielkiej Brytanii

Bardzo dziękujemy za rozmowę.
Dorota Wellman: My również. Wszystkiego dobrego i pozdrawiamy czytelników.

Rozmawiał: Tomasz Dyl

Zapraszamy do oglądania programu “Dzień Dobry TVN” oraz innych programów TVN. Od teraz kanały ITVN i ITVN Extra dostępne są na terenie Wielkiej Brytanii w pakiecie TVN International za pośrednictwem Player.pl.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Napisz komentarz
Wpisz swoje imię tutaj

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.