Donna Salter z Portsmouth ostatnie święta zapamięta na
długo. Dlaczego? Przygody opisywane przez wytwórnię Disney’a są niczym w
porównaniu z tym co przeżyła ona i jej siedmioletni syn.

 

Donna
postanowiła zrobić niespodziankę swojemu synowi i pojechała z nim do
podparyskiego Disneylandu. Wycieczka była udana, ale kiedy przyszedł czas na
lot powrotny, zaczęły się prawdziwe „przygody”.
Ich lot do Anglii został odwołany z powodu gęstej mgły. Wylot był
wieczorem,  niestety nic nie zapowiadało,
aby mgła opadła.
Linie lotnicze Flybe
nie stanęło na wysokości zadania i nie zapewniło noclegu, syn chciał odpocząć,
iść spać. Procedury się przeciągały i Donna postanowiła wziąć sprawy we własne
ręce. Skorzystała z call centre portalu Hotels.com, aby w normalnych warunkach jej
zmęczony syn mógł odpocząć. Donna poprosiła, aby hotel był blisko dworca Gare
du Nord, gdyż rano planowała powrócić do Anglii pociągiem. Po potwierdzeniu
rezerwacji hotelowej, zakupiła bilet na pierwszy przejazd, wsiadła w taxi, ale
taksówkarz nie potrafił znaleźć hotelu o nazwie HM Jamie III. – Byłam sama z
dzieckiem w obcym mieście, w którym prawie nikt nie mówił po angielsku, nie
wiedziałam, jak dostać sie na dworzec – tego było juz za dużo – mówi Donna.
Po interwencji w
firmie Hotels.com, okazało się, że zarezerwowany hotel znajduje się… na
Majorce.  „Zaledwie” 800 mil od Paryża.
Donna załamała
się kompletnie, jej syn był wykończony. Taksówkarz znalazł jednak matce z
dzieckiem inny hotel – tuż po godzinie 3 nad ranem dotarli oni do pokoju i
spokojnie mogli zasnąć.
W hotelu pomimo
zmęcznie brytyjka nie mogła zasnąć, a gdy już zasnęła kamiennym snem nie
usłyszła alarmu nastawionego w telefonie.
Musiała dopłacić
dodatkowe 75 euro, aby pojechać kolejnym pociągiem. Całe zamieszanie kosztowało
ją 500 euro.

 

- Reklama -
Jedyną dobrą
wiadomością jest to, że Hotels.com postanowiło zwrócić Donnie, wszystkie
dodatkowe koszty, które poniosła.
 
Autor: Arkadiusz Marciszek

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Napisz komentarz
Wpisz swoje imię tutaj