Zamiast wstępu. Po raz
pierwszy ,,spotkałem” Janka w artykułach lokalnej, polonijnej prasie. Później
długa przerwa. Kiedy – kilka miesięcy temu – zaproponował przygotowanie wykazu pozycji
książkowych w języku polskim do Biblioteki w Poole i Bournemouth uznaliśmy, że
to dobra inicjatywa osoby czującej temat szeroko rozumianej literatury. 

Pierwsze prywatne spotkanie… Poprosiłem Janka o członkowstwo w Jury do
Wierszowiska 2014 w moim Polskim Klubie Zabaw i Nauki w Poole. Lektura „Afrykańskiej
elektroniki. Drugie prywatne spotkanie. W końcu wywiad…
Janusz Kulczycki: Jestem pod ogromnym wrażeniem książki „Afrykańska elektronika, ponieważ nigdy przedtem nie
odczuwałem takiego strachu i niepewności czytając kolejne jej wersy,
jednocześnie miałem wrażenie, że uzależniam się od niej. Zastanawiam się, jak
buduje się takie emocje u potencjalnego czytelnika? Czy można przewidzieć, co i
jak będzie on czuł?
Jan Krasnowolski: Nie można.
Ludzie są tak różni, że jednym książka bardzo przypadnie do gustu, a innym
wcale. Przewidzieć tego nie sposób. Jednak nauczyłem się już jednego –
pisarzowi nie wolno próbować „na siłę” przypodobać się czytelnikowi. Liczy się
szczerość i właśnie ta szczerość jest przez czytelnika najczęściej doceniana.
Brak szczerości w tym, co się pisze jest jak fałszowanie przez muzyka. Więc
trzeba grać czysto, reszta to wypadkowa możliwości pisarskich autora oraz gustu
czytelnika.
Po przeczytaniu pierwszego opowiadania, liczyłem, że będzie to cykl tekstów
nacechowany pierwszą formą i charakterystyczną tematyką. I tu moje pierwsze
zaskoczenie. Mam wrażenie, że pierwsze opowiadanie, nie pasuje do trzech
następnych. Czy to celowy zabieg, czy przypadek?
Pierwsze opowiadanie, „Brudny
Heniek” to historia mająca swoje korzenie w czasie stanu wojennego. Zadyma
uliczna zomowców z robotnikami. Oraz dalszy ciąg tej zadymy, mający miejsce już
w czasach współczesnych. Chodziło mi w tym wszystkim, żeby trochę wykpić naszą
narodową, styropianową martyrologię, wymachiwanie flagą i wycieranie sobie gęby
patriotycznymi sloganami przez każdego, komu to aktualnie pasuje. Poza tym
główny bohater, czyli niegdysiejszy zomowiec Heniek Jucha nie widzi już dla
siebie miejsca w nowej Polsce i w pewnym momencie przebąkuje o wyjeździe do
Anglii. Następne trzy opowiadania w książce dotyczą już samej emigracji, więc
jakaś ciągłość jest tu chyba zachowana?
Zawsze, kiedy maksmalnie ,,wciągnę się’’ w czytanie kolejnej książki, to
jak najszybciej chcę dowiedzieć się, jakie będzie jej zakończenie, ale im
bliżej końca, mimo wszystko zwalniam, żeby jak najdłużej ,,być’’ w niej. Tak
było i tym razem. Jednak po raz pierwszy – podczas czytania książki –
odczywałem strach i niepewność, czy chcę na pewno dalej czytać tę książkę!
,,Bałem się’’…
Strach jest rzeczą ludzką, a
słysząc, że czytając moje skromne opowiadania, odczuwałeś strach – traktuję to
jako komplement. Myślę, że po tym ocenia się dobry horror. Im bardziej czytelnik
nad książką lub widz w kinie odczuwa niepokój, tym bardziej zamierzony efekt zostaje
osiągnięty.
Ja od dziecka uwielbiałem
czytać i oglądać różne niesamowite i makabryczne opowieści, z czasem takie
historie zaczęły też powstawać w mojej głowie. Kiedy nabiorą konkretnego
kształtu, staram się coś z nich zbudować, choć do pisarza horrorów klasy
Łukasza Orbitowskiego, z którym się zresztą przyjaźnię, chyba mi jeszcze
daleko.
Twoja książka nie jest przykładem literatury łatwej, lekkiej i przyjemnej.
Dużo w niej realnych sytucji zwykłych ludzi, ale jednocześnie wiele wątków
historycznych, w zaskakujący sposób poprzeplatany z momentami, jak w filmie z gatunku
thilller. Ostatni raz (tego typu niespokojny gatunek literacki)
,,przerabiałem’’ z lekturą Piotra Czerwińskiego ,,Przebiegum życiae’’. Tam też
odczuwałem mieszne i skrajne emocje. Właściwie można powiedzieć, że typ
pisarski przez Ciebie uprawiany jest niszowy. Co wpłynęło na taki wybór?
Piszę to, co sam bym chciał
przeczytać. Nie znoszę książek, których autor próbuje na siłę udowodnić jakąś
tezę. Nudzą mnie w książkach opisy przyrody. Drażni mnie nadmiar słów, które
nic nie wnoszą do tekstu, poza tym, że pisarz może zabłysnąć swoją erudycja.
Nie lubię też przewidywalnych zakończeń. Sam z kolei nie umiem ładnie pisać o
delikatnych uczuciach między dwojgiem ludzi i nie za dobrze wychodzą mi happy
endy, więc raczej ich unikam. Z kolei, jak już powiedziałem, mam wyjątkową
słabość do historii mrocznych, okrutnych i najlepiej makabrycznych. Dlatego interesuję
się historią, zwłaszcza XX wieku, dlatego zapewne uwielbiam Boscombe, gdzie
mieszkam od dobrych siedmiu lat. To miejsce ma w sobie niesamowity potencjał
dla pisarza takiego jak ja, tu dzieją się naprawdę ciekawe historie. Czy jestem
niszowy? To się jeszcze okaże, nie powiedziałem jeszcze ostatniego słowa.
,,Brudny Heniek’’, to PRL-owska historia milicjanta… ,,Afrykańska elektronika’’ – toksyczna,
orientalna i męska ,,przyjaźń’’… ,,Hasta siempre, comandante’’ kubańska
nieśmiertelność, czyli obraz malowany krwią… A ,,Kindoki’’ hitlerowska i
anty-emigracyjna podróż. To oczywiście moje, bardzo krótkie dopowiedzenie
tytułów. Skąd pomysł na cykl właśnie takich czterech opowiadań pod wspólnym
tytułem?
Te opowiadania powstały w
ciągu ostatnich kilku lat. Oczywiście, bardzo chciałem napisać coś o współczesnej
emigracji, której wszyscy jesteśmy częścią i która jest zjawiskiem na
gigantyczną skalę, jednak miałem świadomość, że wydawnictwa w Polsce są obecnie
zarzucone mniej lub bardziej udanymi tekstami, w których różni emigracyjni
twórcy zwykle płaczą nad niedolą pracownika na zmywaku oraz opisują ciężki
żywot polskiego emigranta. Podobno teraz teksty nadsyłane z Anglii lądują już w
redakcyjnych koszach nawet bez czytania. Więc z wrodzonej przekory, ugryzłem
ten temat z zupełnie innej strony. Dodając element sił nadprzyrodzonych, które
występują tutaj pod wspólną nazwą „afrykańskiej elektroniki”. Chodziło więc mi
o to, żeby „pójść pod prąd”, bo tylko w ten sposób mogłem sprawić, że mój zbiór
opowiadań będzie zauważony. Chyba się nawet udało, ponieważ obecnie książka
tłumaczona jest na angielski, prowadzone są rozmowy z kilkoma angielskimi
wydawnictwami i jest pewna szansa, że właśnie moja „Afrykańska elektronika”
zostanie zaprezentowana brytyjskiemu czytelnikowi, jako głos polskiego
emigranta.
Wykorzystujesz nazwy konkretnych miast, dzielnic, ulic np. Charminster,
Boscombe, Sandbanks, Dover… Momentami byłem przekonany, że jestem bohaterem
Twoich opowiadań, z powodu znajomości tych miejsc. Odnoszę wrażenie, że o wiele
łatwiej może zrozumieć Twoją książkę osoba, która mieszka w Anglii niż
chociażby czytelnik z Polski. Czy zgodzisz się ze mną?
Otóż nie zgodzę się. Myślę, że
jak ktoś mieszka na Charminster albo na Boscombe, to może przeczytać moją
książkę z ciekawością, odnajdując w niej miejsca, które dobrze zna. To prawda.
Ale muszę zauważyć – przecież nieznajomość miejsc, gdzie dzieje się akcja nie
może być przeszkodą w odbiorze książki. Co w takim razie z opowiadaniami
science fiction, dziejącymi się w kosmosie, albo na obcych planetach?
Trzeba zakładać, że jeśli
czytelnik nigdy nawet nie był w Anglii, to czytając o tych miejscach, może je
sobie jakoś tam po swojemu wyobrazić. Albo nawet wygooglować – w końcu istnieje
fenomenalny wynalazek zwany Street Wiew. A w ogóle to myślę, że może ktoś
kiedyś poczuje się zachęcony, żeby przyjechać i zwiedzić, zobaczyć na własne
oczy miejsca, w których dzieją się historie opisane w „Afrykanskiej
elektronice”. No wiesz – przejść się deptakiem na Boscombe i pomyśleć: „To
tutaj właśnie główny bohater zderzył się z kalekim, bezrękim Grzesiem, który go
przeklął za swoje kalectwo. A w tym oto pubie spotkał upiora Warrena, który
wrócił z zaświatów, żeby na nim wywrzeć zemstę.”
Kiedy możemy liczyć na kolejną odsłonę Twojej twórczości literackiej? Czy
możesz zdradzić jakieś szczegóły?
Na razie piszę cykl tekstów,
które ukazują się online, na stronie wydawnictwa Ha!art. Cykl nazywa się
„Spowiedź zmywaka”. Piszę tam o swoim teraźniejszym życiu oraz bardziej ogólnie
– o Polakach w Anglii, ale też grzebię w swojej przeszłości. Piszę o różnych
kłopotach, w jakie się w życiu pakowałem i staram się, żeby było to ciekawe,
ale jednocześnie zabawne. No bo w sumie dobrze się bawię pisząc te teksty i z
tego, co do mnie dociera – są one mocno popularne wśród polskich czytelników.
Więc tak, „Spowiedź zmywaka” gorąco polecam!
Rozmawiał: Janusz Kulczycki
Książkę Jana Krasnowolskiego „Afrykańska elektronika” można kupić w Fajnym
Sklepie w Bournemouth (Boscombe).
Jan Krasnowolski (1972) – prozaik, autor opowiadań opublikowanych w
zbiorach 9 łatwych kawałków (2001) i Klatka (2006). Publikowany w wielu
pismach, uparcie pozostaje poza głównym nurtem. Od urodzenia zwązany z
Krakowem, jednak w 2006 roku wyjechał do Wielkiej Brytanii, gdzie osiadł w
Bournemouth. Doświadczenie emigracyjne zawarł w tomie opowiadań „Afrykańska
elektronika” (Ha!art 2013).
- Reklama -

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Napisz komentarz
Wpisz swoje imię tutaj