Fot: Andrzej Banas
Polski aktor, satyryk,
artysta kabaretowy i telewizyjny od lat 90-tych, min. w Polskie Zoo, Mój
pierwszy raz – Jerzy Kryszak – od września 2007 prowadził program Dzień Kangura
w Polsacie, a od 2009 roku, wciela się w postać kioskarza w programie TVP2


W rozmowie z Ellą
Porawską, Jerzy Kryszak odsłania chwile ze swojej sceny i życia.

Na scenie jest Pan już
od wielu, wielu lat, czy kiedyś przychodziły myśli, aby zmienić zawód, na coś
zupełnie innego?


Czy takie myśli przychodziły,
one przychodziły mi nie jednokrotnie, ale to są takie myśli związane z samym
sobą. Z celem, bo ja nie lubię robić czegoś tylko po to żeby robić, lubię robić
coś więcej niż tak zwany przekaz, ja lubię jakby zarażać, dawać emocje, energie
i jeżeli ja nie wiem po co ja wychodzę na scenę to wtedy nie wychodzę, a jeśli
wychodzę to mam tak zwany dyskomfort i tego nienawidzę i właśnie wtedy się
zastanawiam, czy nie zmienić zawodu.
Oglądając występy mamy
przekonanie, że to wszystko jest wyreżyserowane, ale czy były sytuacje kiedy
musiał Pan improwizować?

Ja cały czas to robię i
choć może to tak wygląda tylko, ale to jest ogromna walka z samym sobą, żeby
być na tyle przygotowanym, żeby to po pierwsze wyglądało jak improwizacja i
żeby to była improwizacja.
A jednak u mnie jest ta
duża doza improwizacji, bo ja sobie nie wyobrażam żeby takie spotkania jak ja
mam były bez improwizacji i to nie jest do wyobrażenia nie do pomyślenia bo to
jest jakbym ja nie doceniał widzów, słuchaczy, oni muszą brać w tym udział to
nie jest tak, że ja mam nauczoną jakąś bajkę tę 
bajkę opowiadam bo ja bym chyba umarł wcześniej.
Co zalicza Pan do
swojego największego sukcesu na scenie?

Nie wiem, powiem
szczerze, są takie momenty w życiu i nie ma to znaczenia czy się jest aktorem
czy stolarzem, czy pisarzem. Bywają takie momenty kiedy się wydaje, że człowiek
się spełnił cały, że to co robiłem miało sens, ale to są naprawdę i albo
przychodzi coś jak zapomnienie się w czymś tak jak w moim przypadku zapomnienie
się, nie że zapomnienie kim jestem tylko, że zapominam że jestem na scenie, że
jestem kimś więcej, czymś więcej to się nazywa, że ktoś ma taką iskrę, ona
błyśnie, gwiazdę i ona na moment się zapali i wtedy następuje tak tu mówię
odnośnie aktorstwa porozumienie pomiędzy nadającym, a odbierającym, czyli
między aktorem, widzem czy słuchaczem.
To jest takie
dopełnienie, to się czuje i to jest ten najwspanialszy moment. I w życiu
również są takie momenty i to jest najwspanialsze i myślę, po to właśnie
żyjemy.
Jest Pan rozpoznawalny
poprzez swój specyficzny ubiór to tylko sceniczny aspekt, czy ten sam powtarza
się w codzienności?

Ja nie wiem jak ja się
ubieram i tak naprawdę jest mi to obojętne wkładam chodaki i wychodzę, w
chodakach ‘wogóle’ się nie skłaniam ku wiązaniu butów, a chodaki bym nosił
okrągły rok, tylko zima zmusza, bo raz zgubiłem chodaki na Podhalu i musiałem
ich szukać w śniegu, a że były białe
to zajęło mi to jakiś
czas.
A włosy i wąsy to
nieodłączny rekwizyt. Nigdy nie myślał Pan aby zmienić np. ich kolor?

Jakoś nie myślałem,
włosy troszeczkę podstrzygłem, wąsy za namową żony, ale to tak minimalnie, bo
uważałem to tak za higieniczne, to znaczy żeby mi tam gdzieś zupa nie
wchodziła. Nie zastanawiałem się nad tym kompletnie i się nie zastanawiam.
Takie włosy są takie
już były, nie są one najwspanialsze, ale są jedyne bo innych nie mam, a peruki
nie będę zakładał. Do fryzjera nie będę chodził, sam przelecę nożyczkami,
wsadzę głowę pod prysznic sam je myje, susze wychodzę z łazienki wstrząsnę
głową, bo szkoda czasu na takie rzeczy.
Naśladowanie głosów to
również wkład w Pana karierę, jaka postać sprawiła największe poczucie humoru
podczas jej odtwarzania?

Ja tak naprawdę nie
umiem naśladować głosów, ja czasami się tak wejrzałem żeby te głosy były
rozpoznawalne. Tak abym mógł sprzedać na części, ale tak naprawdę największą
radość sprawiły mi te postacie, które lubiłem, bo nie robiłem postaci których
nie lubiłem robić.
Robiłem takie, które mi
sprawiały frajdę, które mnie same bawią, sposób sformułowań podawany przez Lecha
Wałęsę, no przecież to jest rozkosz, o tym co ja mówię, o to co on myśli, jak
on myśli, sposób formułowania myśli, również sposób mówienia przez Tadeusza
Mazowieckiego takie szukanie gdzieś po tych okolicach, intelektualnych
obszarach, które robił Tadeusz Mazowiecki to było coś genialnego i w tym rytmie
jakim on mówił, to takim tonem głosu. Ja robiłem te postacie, które mnie
sprawiały frajdę, które, że tak powiem mnie inspirowały.
A skąd biorą się
pomysły, czy też inspiracje do monologów?

Nie wiem, życie,
skądkolwiek, tak trudno powiedzieć co, kogo, co mnie zainspirowało, co mnie
popchnęło w tą stronę, naprawdę albo się coś zahaczy, albo nie. Jest fakt można
go obrobić i ładnie podać, a się okazuje, że on się nie poddaje i okazuje się
że on jest za prosty, za gołosłowny, a drugi fakt wydawałoby się na początku
mało atrakcyjny, a z tego coś poszło dalej.
W większości występuje
Pan sam to wybór własny, czy może scena tak pokierowała?

Własny, to jest tak
naprawdę wybór własny, ja lubię być sam. Wtedy sam odpowiadam za wszystko,
wtedy wiem, że jak ktoś się czegoś czepia to nie czepia się poprzez kogoś tylko
czepia się mnie bezpośrednio. Ewentualnie jemu się to może podobać i odpowiadać
to co ja mówię, ale ja to wtedy biorę w 100% wszystko na siebie, ja jestem sam
odpowiedzialny to tak jak ten żeglarz, co sam sobie sterem, żaglem okrętem.
Pamiętamy Pana też z
aktorstwa, filmu, wrócił by Pan do tego?

Ciężko bardzo, są
jakieś propozycje, przymiarki, mnie to bardzo dużo kosztuje, bo ja się przyzwyczaiłem
do tego że wsiadam w samochód jadę, spotykam się z ludźmi, wracam. A film to
jest siódma rano, czy tam szósta rano, a potem czekanie na światło, na dźwięk,
na jakiegoś kolegę, operatora, na kamerzystę, na cokolwiek, na reżysera,
uzgodnienie ja potem nie widzę tego efektu to tak strasznie trudno, tak mnie
jest trudno, tak jak pod górę, płacze wtedy, nie mam siły, nie chce mi się, o
Boże po co.
Podczas swoich występów
przez te wszystkie lata, czy była sytuacja która pozostawiła w pamięci
szczególne wspomnienie np. z odbioru publiczności coś co zaskoczyło Pana?

Już mówię, wielokrotnie
zdarzały się sytuacje kiedy popłakałem się będąc na scenie, widząc reakcje, ale
takiego jednostkowego to nie jestem w stanie podać, musiałbym sobie odgrzebać w
pamięci, teraz nie kojarzę jednego.
Czy zauważa Pan różnicę
w odbiorze podczas występów w Polsce, a zagranicą?

Można by powiedzieć
jest różnica to znaczy, Polacy mieszkającyza granica reagują tak jak Polacy po
stronie zachodniej Polski, ale jesteście jednak bardziej otwarci, bardziej
żywiołowi, bardziej emocjonalnie reagujecie, jeśli chodzi o tak zwany poziom
reakcji to można by powiedzieć że u Was jest najwyższy.
Potem ten zachód
Polski, a potem wschód Polski, który jest nie do końca przekonany, taki
troszeczkę bojaźliwy, taki trochę zalękniony, taki pół otwarty i trzeba się tak
trochę postarać, żeby pootwierać ludzi bo jest jakieś takie stare myślenie,
sprzed lat post PRL-owskie, albo jeszcze wcześniejsze, to gdzieś pokutuje wśród
ludzi.
Czy myślał Pan kiedyś o
wyjeździe z Polski na stałe?

Myślałem i to były lata
80-te, gdzieś 81-wszy przed stanem wojennym to wtedy myślałem, nawet się
przymierzałem, ale to ogromna odwaga, a ja tej odwagi do końca nie miałem.
Co Pana najbardziej
irytuje w życiu i na scenie?

Mimo wszystko dla mnie
scena i życie to są dwie różne rzeczy, ale oczywiście życie to ja przenoszę na
scenę, ale to co mnie irytuje po prostu to głupota straszna, pycha mnie
irytuje, pycha jest potworna brak pokory mnie irytuje, brak pokory wobec innego
człowieka, wobec życia również, prymitywne myślenie, takie najprostsze,
najgłupsze takie, które krzywdzi ludzi, rani, no takie te wszystkie złe emocje,
które się przenoszą na innych, no głupoty, chamstwa tego nie cierpię.
Konkurencja na rynku
jest coraz większa jak Pan się z tym czuje?

Ja wiem, ale chwała
Bogu mało kto się zajmuje taką działeczką, małą działeczką, na której ja
uprawiam swoje klocki.
Są też młode kabarety,
które mają sporo lat, jedne młodsze, jedne starsze oni mają swoje żarty na
pograniczu żartu studenckiego, takiej zabawy. Może to i dobrze, może to i źle,
taki kabaret, miejsce gdzie powinno się poruszać mimo wszystko trochę na
granicy żartu społecznego, a nie tylko wygłup, żart, czy kawał, ja nie
opowiadam kawałów, dowcipów ja tego nie robię po prostu, ja robię taką żywą
rozmowę z ludźmi w jakiś sposób przeze mnie reżyserowaną i kierowaną. Natomiast
nie lubię  takich żartów na zasadzie
przebrać się za skórkę od banana, żeby tylko było śmieszna, albo za kobietę i
mówić wysokim głosem, to mnie nie bawi.
W wolnej chwili jakie
jest najbardziej ulubione zajęcie?

W wolnej chwili, to
żona i ogródek.
A co Pan będzie robił
kiedy przyjdzie czas odpocząć?

A będę w moim ogrodzie,
będę pielił, kosił trawę, będę obcinał, przesadzał, będę dosadzał, będę żonę kochał,
będziemy sobie spacerowali i będziemy patrzeć na słońce.
Podczas pobytów za
granicą jest czas dla siebie, zwiedzanie, zakupy….?

W takiej sytuacji to
jest tak, że się przyjeżdża, zapoznanie warunków, z salą, występ, a potem to
już nie ma za bardzo czasu i to jest tak wszystko z biegu.

- Reklama -
Autor: Ella
Porawska

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Napisz komentarz
Wpisz swoje imię tutaj