Kabaret Moralnego
Niepokoju to znany i lubiany zespół kabareciarzy. Od wielu lat ich występy
cieszą się ogromną popularnością. Oryginalność stylu, niepowtarzalne spektakle
to domena tej grupy. Lata powstania sięgają 1996 roku. Warto wspomnieć, iż
jeden z członków kabaretu Przemek Borkowski jestrównież autorem książek.
Ostatnio wydane dzieło to ‘Hotel Zaświat’.


Na kilka dni przed ich
występem na Wyspach,
Przemek Borkowski w wolnej chwili pomiędzy
występami rozmowiał z Ellą Porawską.
Już od wielu lat Kabaret
Moralnego Niepokoju rozbawia publiczność, jak dla Was mijają te lata?

Bardzo, muszę przyznać,
przyjemnie. Kabareciarz to jeden z fajniejszych zawodów, jakie wymyślono. To
bardzo miłe i ciekawe życie. Ja w każdym razie bym się nie zamienił.
Wasz skład nie ulega
zmianie, co jest tego powodem?

No, ostatnio nasz skład
uległ dość poważnej zmianie. Odeszła z niego Katarzyna Pakosińska, a pojawiła
się Magda Stużyńska, aktorka znana między innymi z roli Marcysi z serialu Złotopolscy.
Przeżyliśmy więc rozwód, a potem ponowne małżeństwo. To tak jakby Real Madryt
wymienił Ronaldo na Messiego. Ale teraz okienko transferowe jest już zamknięte
i mamy zamiar grać w tym składzie przez najbliższe sto lat.
Pojawiają się nowe
skecze, pomysły, kto pracuje nad pisaniem tekstów?

Teksty pisze Robert
Górski i to na nim spoczywa ten trudny acz zaszczytny obowiązek. To ciężka
praca i nikt z nas mu jej nie zazdrości. Ale Robert ma do niej wyjątkowy dar.
Czy zdarza się Wam
powracać do skeczy sprzed lat?

Rzadko, ale zdarza się.
Teraz właśnie czeka nas coś takiego, bo występujemy na koncercie w Muzeum
Powstania Warszawskiego i pokażemy tam parę naszych starszych skeczy o
tematyce, powiedzmy, historycznej. Będzie to bardzo ciekawe doświadczenie, bo
nie graliśmy ich ładnych parę lat. Ciekawe, czy uda nam się je „wskrzesić”.
Mamy trochę tremy przed tym wydarzaniem.
Czy kabaretowy
wyluzowany styl jest tylko na scenie, czy może przekłada się na codzienność?

Gdy jesteśmy razem,
nawet poza sceną, wtedy jest bardzo wesoło. Czasami nawet trochę współczuję
ludziom, którzy na przykład muszą jeść w naszym towarzystwie obiad w
restauracji. Ale gdy jesteśmy w domu, czy powiedzmy w sklepie, wtedy
niekoniecznie przez cały czas sypiemy dowcipami. Choć nie jesteśmy też
ponurakami.
W naszym przypadku w
każdym razie przekonanie, że kabareciarze są prywatnie smutasami, zdecydowanie
mija się z prawdą.
Przemku, oprócz
kabaretowego życia jesteś pisarzem, ostatnio wydałeś dzieło ‘Hotel Zaświat’
skąd pomysł na tak owianą tajemnicą opowieść?

Pomysł wziął się
niestety z życia i to z życia w jego niezbyt przyjemnym przejawie. Jakiś czas
temu w miejscowości, w której się wychowałem, popełniono dość makabryczną
zbrodnię. Ta zbrodnia dała początek historii opisanej w mojej książce.
Całą resztę oczywiście
wymyśliłem, ale to ziarno, wokół którego obrosła perła – że tak zażartuję –
jest prawdziwe.
Przy tak zajętym trybie
życia z kabaretem, kiedy miałeś chwile na napisanie tak wciągającej powieści?
Wbrew pozorom nie
jesteśmy cały czas w trasie. Między wyjazdami na występy miewamy dni, a nawet
czasami tygodnie wolnego. Wtedy można robić, co się chce. Ja na przykład piszę.
To zresztą jeszcze jeden powód, dla którego tak lubię mój kabaret. W żadnej
innej pracy nie miałbym tyle czasu, by móc napisać trzy książki. A tyle już
wydałem.
Powrót głównego
bohatera w miejsce z dzieciństwa, czy jest do tego jakiś podtekst?

Chyba tylko taki, że
gdy wracamy po latach do miejsc, gdzie spędziliśmy dzieciństwo, często oprócz
wzruszenia towarzyszy nam paradoksalnie poczucie pewnej obcości, bo i to
miejsce się zmieniło, a i my nie jesteśmy już tacy sami jak kiedyś. Myślę, że
Polacy, którzy wyjechali do pracy do Anglii, i którzy przyjeżdżają czasami do kraju
w odwiedziny, wiedzą, o czym mówię. Myślę też, że ten wątek mojej powieści może
szczególnie do nich przemówić. Jej bohaterem jest bowiem człowiek, który czuje
się wewnętrznie rozdarty. Z jednej strony zadomowił się już w nowym miejscu,
podoba mu się tam. Z drugiej zaś ciągle tkwi w nim tęsknota za krajobrazami
dzieciństwa.
Gdy jednak odwiedza
swoje rodzinne strony, dostrzega z pewnym zdziwieniem, że chyba nie jest to już
do końca jego miejsce. Czy państwo czasem nie czują się tak samo przyjeżdżając
do Polski?
Ująłeś wątek pewnego
rodzaju gry, dialogu pomiędzy naturą, a człowiekiem-bohaterem rzadko skupiamy
uwagę na tym co nas otacza, opisując dałeś pewien obraz, który daje do
myślenia, dlaczego powiązanie z naturą?

Wychowałem się w domu
stojącym nad brzegiem jeziora. Przez całe dzieciństwo i młodość patrzyłem przez
okno na wodę, las i księżyc. To piękne, fascynujące, a czasami pełne grozy
widowisko. Natura zawsze mnie wzruszała i inspirowała.
I takiego
bezpośredniego kontaktu z naturą w moim obecnym życiu najbardziej mi brakuje.
Poza tym Warmia, gdzie umieściłem akcję swojej powieści, to region, gdzie
trudno nie zauważyć obecności przyrody, bo czasami wręcz nieomal wdziera się
ona do domów i do centrów miast.
Czy koledzy byli
wsparciem podczas powstawania dzieła?

Nie dałem im na to
szansy. Zwykle bowiem, gdy coś piszę, trzymam to w jak najściślejszej tajemnicy
i nikomu nie zdradzam, o czym jest książka, ani nawet, że w ogóle powstaje. Tak
było i tym razem. 
Pierwszy raz moi
koledzy dowiedzieli się o „Hotelu Zaświat” dopiero, gdy wręczyłem im po
egzemplarzu już wydanej książki.
W ciekawy sposób Robert
Górski określił Twoją książkę, co o tym myślisz?

Napisał, że poleca tę
książkę nie tylko dlatego, że napisał ją jego dobry kolega, ale też dlatego, że
jego kolega napisał dobrą książkę. Myślę, że on też jest dobrym kolegom i że ma
dobry gust.
Już za kilka dni
odwiedzicie Anglię, czy wyjazdy zagraniczne wprowadzają jakieś urozmaicenie czy
traktujecie to zwyczajowo?

W Anglii byliśmy już
tyle razy, że przyjeżdżamy tu jak do domu. Dla nas taki wyjazd nie różni się
specjalnie od wyjazdu na występ do Poznania czy Krakowa. Tyle tylko, że lecimy
samolotem, a nie jedziemy busem. Polska publiczność w Anglii też nie różni się
niczym od tej w Polsce. To przecież w większości ludzie, którzy wyjechali z
kraju w miarę niedawno, często do niego przyjeżdżają, oglądają polską telewizję
i przeglądają polskie portale internetowe. Dziś o wiele łatwiej być emigrantem
niż kiedyś.
Co innego, gdy
wyjeżdżamy w jakieś egzotyczne dla nas rejony. Ostatnio byliśmy na przykład
w Meksyku. O, to było
urozmaicenie, nie ulega wątpliwości! Tym bardziej, że złamałem wtedy palec. W
Anglii nigdy mi się to nie przydarzyło.
A na zakończenie, czy
pobyt za granicą na występy pozwala na zwiedzenie,
czas na prywatne
chwile, może zakupy?

Jasne, zawsze staramy
się tak zorganizować sobie wyjazd, by mieć trochę wolnego. Niektórzy
wykorzystują ten czas na zakupy, inni na zwiedzanie. Ja jestem w tej drugiej
grupie.
Autor: Ella
Porawska

- Reklama -
W dniach 27 – 29 września, Kabaret Moralnego
Niepokoju wystąpi na Wyspach, w tym w Peterborough, Manchester i Birmingham.
Bilety oraz bliższe szczegóły znajdziesz na www.kabareton.co.uk.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Napisz komentarz
Wpisz swoje imię tutaj