czwartek, 26 października 2017

Do szpitala z potwierdzeniem rezydentury?

Być może niedługo do szpitala będziemy chodzić na planowe wizyty i zabiegi z dokumentem potwierdzającym naszą rezydenturę. Recz nie dotyczy nagłych, ratujących życie wypadków.

O tym, że szpitale w Anglii mają obowiązek sprawdzania, czy leczący się w nich imigranci są upoważnieni do bezpłatnej opieki medycznej, czy nie, zrobiło się głośno, gdy zapytano o rezydenturę urodzoną na wyspach Brytyjkę w ciąży, która poślubiła Polaka.
Emma Szewczak-Harris jest w zaawansowanej ciąży. Ma męża Polaka i nosi dwuczłonowe nazwisko. Po wizycie w szpitalu w Cambridge otrzymała list żądający od niej paszportu i dowodu rezydencji.
Jak podkreśla, 
będąc w szpitalu nie zadano jej żadnych pytań na temat jej pochodzenia. Jest przekonana, że właśnie polskie nazwisko sprawiło, że później tak ją potraktowano. Nie zamierzam chodzić do szpitala z paszportem, ale martwię się o inne kobiety, które są mniej asertywne ode mnie, a które mogą otrzymać pismo z podobnymi żądaniami- powiedziała w wywiadzie dla brytyjskich mediów.
Bezpłatną opiekę otrzymują imigranci przebywający na Wyspach legalnie dłużej niż 6 miesięcy. Chodzi o przypadki niewymagające natychmiastowej interwencji.
Zarząd szpitala oświadczył, że to rutynowe działanie, mające na celu ograniczenie tzw. turystyki medycznej, którą uprawiają obcokrajowcy nieuprawnieni do darmowej opieki medycznej na Wyspach. Według najnowszych badań takie zabiegi kosztują brytyjską służbę zdrowia 2 miliardy funtów rocznie.

W większości dotyczy to imigrantów spoza Unii Europejskiej, którzy po leczeniu wyjeżdżają.
Doctors of the Word”, którzy prowadzą kliniki w UK
, ostrzegają jednak, że na wprowadzeniu nowych zasad mogą stracić najmniej zaradni i biedni ludzie w Wielkiej Brytanii; głównie bezdomni (bez dokumentów), osoby, zmuszane do nielegalnej emigracji w celach zarobkowych, osoby porwane. (ps)

0 comments:

Prześlij komentarz