sobota, 20 grudnia 2014

Wielokulturowe Święta

Niełatwo jest odtworzyć atmosferę rodzinnych Świąt Bożego Narodzenia mieszkając w obcym kraju, z dala od najbliższych. W stworzonych przez nas rodzinach, tu, na obczyźnie, staramy się pielęgnować zaszczepione w dzieciństwie polskie tradycje. W poczuciu potrzeby - ewentualnie obowiązku  - zachowania tożsamości narodowo-kulturowej, celebrujemy Święta w tradycyjny, polski sposób, przekazując jednocześnie ten komunikat naszym dzieciom.

Nieco trudniej w zachowaniu tradycji świątecznych mają rodziny wielokulturowe, które muszą obrać jakąś drogę  w tym tak ważnym okresie, jakim są Święta Bożego Narodzenia. O tym, jak istotna jest własna tożsamość oraz różnorodność w rodzinie wielokulturowej opowiada Monika Macierzyńska, założycielka Polskiego Centrum dla Rodzin Wielojęzycznych i Wielokulturowych oraz mama dwóch dziewczynek, które wychowuje wraz z partnerem w duchu wielokulturowości.

Jak podczas Świąt Bożego Narodzenia zachować tożsamość narodowo-kulturową w wielonarodowej rodzinie? I to w obcym kraju?
Myślę, że to jest niemożliwe jeśli ograniczymy się jedynie do kwestii celebrowania świąt. Osoby, które pochodzą z odmiennych kręgów kulturowych i decydują się na wspólne życie mają ten przywilej i jednocześnie stoją przed wyzwaniem odmienności i różnorodności.
W socjologii znane jest pojęcie „my i oni”, taki tytuł nosi jeden z rozdziałów książki Zygmunta Baumana ‘Socjologia’, są na ten temat rozprawy i myślę, że wciąż schemat swojskości i odmienności będzie zgłębiany bo gatunek ludzki się zmienia. Wracając do Twojego pytania, moim zdaniem jeśli dwie dojrzałe osoby decydują się wspólnie żyć to ze świadomością, że ich życie będzie bogate w zaskoczenia i konfrontacje. Nie wyobrażam sobie by partnerzy nie prowadzili rozmów, w trakcie których odsłaniają karty i mówią co jest dla nich bardzo ważne, a z czego mogą zrezygnować. Poznanie korzeni, opowieści o tradycjach, o dzieciństwie, rodzinie – wszystko to ma znaczenie bo wielu informacji nie znajdziemy ani w literaturze naukowej, ani w Internecie. Zatem kwestia obchodzenia świąt powinna być już na początku ‘ustalona’. Pewnie to brzmi jak umowa partnerów biznesowych, ale prawda jest taka, że aby w przyszłości wykluczyć zbędne niesnaski, warto na początku związku zadać sobie pytania o życiowe priorytety i gdy już pierwsza fala emocjonalnego uniesienia opadnie, spojrzeć na sytuację trzeźwym okiem i zadać sobie pytanie – czy ja mogę tak żyć?
Myślę więc, że celebracja świąt jest indywidualną sprawą każdego członka rodziny, bez znaczenia czy w swoim czy w obcym kraju. W Polsce dla jednych Boże Narodzenie jest przypomnieniem narodzin Zbawiciela, dla innych zasłużonym odpoczynkiem i czasem dla rodziny, dla niektórych to czas na wydanie całorocznych oszczędności, a jeszcze inni nie wyobrażają sobie Świąt bez ‘Kevina’. Analogicznie dzieje się w wielokulturowej rodzinie, w której każdy członek wnosi do niej takie tradycje jakimi sam żyje, i celebruje je w najodpowiedniejszy dla siebie sposób.
Myślę, że ważne jest, czy mamy szansę spotkać się z rodakami czy nie. Migranci cierpią na separację z rodziną i wszelkie święta zwykle są tym okresem, kiedy dystans nam bardzo doskwiera. Wówczas chcielibyśmy być jak najbliżej rodziny, nie zawsze to się jednak udaje. Wtedy możliwość spotkania z rodakiem jest pewnym substytutem nie do przecenienia.

Łączyć tradycje, czy zdecydowanie zachować ich odrębność?
Mogę powrócić do odpowiedzi na pierwsze pytanie. Jednostka jaką jest rodzina winna poczynić takie ustalenia na początku wspólnej drogi.
Osobiście preferuję poznawanie tego co nowe i nie do końca odkryte. Dla mnie różnorodność jest bogactwem. Mam silną potrzebę autoidentyfikacji. Nie mam poczucia, że muszę być dumna lub zawstydzona, że jestem Polką, ale potrzebuję mieć w sobie jasność, że jestem Polką. Stąd w moim domu i codziennym życiu jest dużo elementów polskich, jednak z drugiej strony jestem niezwykle ciekawa odmienności, którą wnosi do naszego domu mój partner. Lubię słuchać jak opowiada o swoim pochodzeniu, jaka jest jego perspektywa, bo to mnie najzwyczajniej w świecie ciekawi.  
Myślę też, że dużo zależy od osobowości osób, które budują związek. Jednym tradycje, eksponaty, daty są potrzebne do utrzymania porządku mikroświata. Są też tacy, którzy żyją poza tradycją, kulturą, żyją bardziej w świecie własnych pasji czy przekonań. Stąd jedni mogą do codzienności wnosić więcej elementów tradycyjnych, a inni mniej.
Zastanawiam się nad odrębnością, o której wspominasz. Myślę, że jeśli bycie w związku nie daje prawa do zachowania odrębności to jest to związek, który prędzej czy później okaże się toksycznym. Zachowanie odrębności jest tym samym co prawo do wolności bez znaczenia czy mówimy o związku jedno czy wielokulturowym.

W jaki sposób wprowadzić dzieci w wielokulturowe Święta, tak aby umiały odpowiednio przekazywać te tradycje dalej?
Na to pytanie będę chyba mogła odpowiedzieć za 10, 15 lat. Mam nadzieję, że wówczas ponownie zaprosisz mnie do wywiadu (śmiech). Zupełnie szczerze na to pytanie mogę odpowiedzieć jedynie w sposób życzeniowy. Mam nadzieję, że opowiadanie o Świętach, wspólne śpiewanie, czytanie, pokazywanie czym Święta są dla rodzica, a także w miarę możliwości celebrowanie Świąt z rodziną są silną podstawą. Cóż, nasz gatunek bardzo przyspieszył w rzekomym rozwoju, z jednej strony techniczne rozwiązania tworzą iluzję wolności i wartości, z drugiej mamy wykwit cudownych metod na spełnione życie, których ilość i różnorodność aż zastanawia. Zmiany geopolityczne są kolejnym czynnikiem, od którego zależy sytuacja rodzin. Trudno więc przewidzieć jakie znaczenie będzie miała tradycja za 20 lat. Wierzę jednak, że człowiek ma w sobie przestrzeń, w której zwyczajnie potrzebuje wiedzieć kim jest i to w tej przestrzeni będzie zawsze poszukiwał samego siebie. Być może tam tradycja, przekonania, praktyki i wierzenia będą najbardziej pielęgnowane...

Co jest najtrudniejsze dla rodzin wielokulturowych w czasie Świąt?
Myślę, że brak współodczuwania jest głównym problemem. Tu nie chodzi tylko o różnorodność kulturowo-religijną, ale także o język, w którym śpiewane są kochane piosenki i pisane drogocenne wiersze, znajomi z przeszłości, z którymi niegdyś budowaliśmy piękne doświadczenia, które obecnie możemy jedynie wspominać... Tak, myślę, że największym wyzwaniem jest brak podobnego odczuwania w podobnej sytuacji, czy też w pewnej cykliczności sytuacji.

Co zrobić, jeśli partner(ka) narzuca jednynie swoje tradycje odrzucając nasze?
I znów powracam do pierwszego pytania. Ważna jest mądrość człowieka na początku wejścia w wielokulturowy związek, choć oczywistym jest, że nie wszystko da się przewidzieć. Często związki zawierane przez osoby z tego samego miasta nie są w stanie przetrwać próby czasu. Myślę, że pytanie, które zadałaś bardzo głęboko dotyka kwestii człowieka i jego prawa do bycia tym kim jest. Nie ma na to pytanie jednej odpowiedzi właśnie dlatego, że w różnych kulturach różne wartości są gloryfikowane i każde państwo ma odmienny system prawny, a przypuszczam, że aż do karty prawa trzeba by sięgnąć.
 Wielka Brytania daje ułudę wolności. Tu można spotkać każdego, zakochać się w każdym, każdego rozczarować, itd. Jednak ponieważ jest tu tak ogromna płynność, chyba łatwiej ludziom zwyczajnie się rozejść niż trwać. Tutaj łatwiej dać słowo i się z niego nie wywiązać i myślę, że taka niepisana norma dotyczy większości sfer życia. Są jednak szerokości geograficzne, gdzie nie ma ani wolności, ani iluzji wolności i tam walka z nierównością wygląda zupełnie inaczej niż tu, gdzie my mieszkamy.

Wróćmy do tematu dzieci. Czy lepiej jest wybrać jedną kulturę i wdrażać ją w życie rodzinne - aby „nie mieszać im w głowie" - czy pozwolić im wsiąkać w wielokulturowe środowisko?
Kolejne pytanie, na które odpowiadam bardziej na podstawie własnych przemyśleń i poszukiwań niż doświadczeń bo moje córki są jeszcze za małe bym mogła objąć jednoznaczne stanowisko. Ponownie odnoszę się do osoby i jej preferencji. Jeśli partnerzy, małżonkowie dochodzą do porozumienia, że jedna kultura i jedna religia będzie dominowała w domu to podejmą decyzję, która według nich będzie słuszna.
Jeśli zdecydują o wielokulturowości, także będą mieli rację. Dlaczego? Bo tego typu decyzje wynikają z wnętrza, z percepcji człowieka i chyba w takiej sytuacji jest najważniejsze aby pozostać prawdziwym i wiernym sobie.
Jeśli chodzi o mieszanie dzieciom w głowach to jest to ciekawe spostrzeżenie. Jako dziecko bardzo dobrze czułam się w środowisku polskiego kościoła katolickiego. Wszystko było znane choć nie do końca rozumiane. Pamiętam moją drugą wycieczkę do Francji. Pamiętam, że uczestniczyłam w Mszy Swiętej w Bazylice Notre Dame w Paryżu i nie mogłam wyjść z podziwu, że tam klęka się w innych momentach niż w moim kościele parafialnym. Zdumienie moje trwało długo i było bezgraniczne! To był pierwszy szok kulturowo-religijny jakiego doznałam. Z biegiem czasu podobnych doświadczeń przybywało i jeśli mam być szczera, nie postrzegam siebie jako kogoś bardzo pogubionego wewnętrznie.
Dzieci wychowujące się w rodzinach wielokulturowych w sposób naturalny są potomkami różnorodności. Prędzej czy później uświadamiają sobie, że w domu mówi się różnymi językami, że rodzice pochodzą z różnych kultur itd. Myślę, że w przypadku kultury, jeśli obydwoje rodzice zachowają własną tożsamość, nie ma powodu do zmartwienia, że dzieciom się te nurty pomieszają bo tak się raczej nie stanie. W przypadku religii jest trochę inaczej. Religie zarówno monoteistyczne jak i politeistyczne mają w sobie elementy, które wykluczają inne nurty.
Moim zdaniem dużo zależy od samoświadomości rodzica. Jeśli jest on wewnętrznie uporządkowany w kwestii swojego pochodzenia to ma wielkie szanse by równie klarownie zaszczepić swój światopogląd w swoich dzieciach, jeśli jednak sam jest pogubiony, nie oczekujmy, że przekazywane przez niego komunikaty będą spójne. Moim zdaniem lepiej jest przekazać kulturowe i religijne minimum niż niedookreśloną współczesną matnię. Myślę, że dzieci mogą mieć znacznie poważniejsze problemy z własną tożsamością gdy nie otrzymają żadnego kierunku autoidentyfikacji niż wówczas gdy będą ich mieć minimum dwa.
Nie chcę tu specjalnie odkrywać osobistych preferencji, ale powiem tak. Jeśli Bóg istnieje, to wie co robi gdy stwarza nowe religie, tak samo dzieje się jeśli istnieją bogowie. Skoro istnieją religie to pewnie taka RÓŻNORODNOŚĆ jest ludziom potrzebna. Jeśli ludzie zmieniają wyznania to pewnie mają ku temu powody i jeśli dzieci rodzą się w wielokulturowości to prawdopodobnie jest to dla nich najlepsze miejsce rozwoju. Mam duże zaufanie zarówno do Opatrzności jak i naturalnego cyklu życia.
 Jak wspomniałam wcześniej, osobiście lubię odkrywać nowe nurty i zwyczaje i sama w domu staram się zadbać by córki miały jasne wyobrażenie o tym, kim są ich rodzice i co się z tym wiąże. Nie wiem, czy powstały badania, na podstawie których można orzec, że dzieci z rodzin wielokulturowych są bardziej pogubione niż te z rodzin monolitycznych, ale wiem, ze czasem zarówno wielojęzyczność jak i wielokulturowość ludziom przeszkadza, głównie w wieku dojrzałym, gdy zaczynają poszukiwania prawdziwego ja.

Czy jako założycielka Polskiego Centrum dla Rodzin Wielojęzycznych i Wielokulturowych spotykasz się z rodzinami, dla których wielokulturowość stanowi problem zwłaszcza w okresie świątecznym? Jak im pomagasz?
Polskie Centrum jest zbyt młodą organizacją by zdążyć z pomocą na nadchodzące Święta, jednak faktycznie spotykam coraz więcej rodzin migrantów, które nie doświadczają takiej radości świąt jakiej doświadczali w rodzinnych stronach. Mam tu na myśli różne święta i różne kultury. Ja jestem zwolenniczką budowania relacji. Moim zdaniem bez relacji człowiek zawsze będzie samotny (mam tu na myśli zarówno relację do samego siebie jak i drugiego człowieka).
Kilka lat temu sama byłam mamą, która odczuwała silną potrzebę budowania relacji z polskimi mamami. Zaczęłam więc je budować. Dziś widzę, że nie byłam jedyną, która łaknęła kontaktu i że nie tylko polskie mamy są tak spragnione relacji. Teraz poznaję coraz więcej mam z innych krajów, które wspominają o podobnych potrzebach więc zaczynam tworzyć kolejną grupę. Widzę jednocześnie jak wiele związków międzykulturowych ma znikomą wiedzę na temat szans i zagrożeń wielokulturowości zarówno w kontekście partnerstwa jak i wychowywania dzieci.
Polskie Centrum jest organizacją non-profitową, każdy z nas angażuje się w działania społeczne w miarę własnych możliwości. Obecnie jesteśmy skoncentrowani na budowaniu relacji pomiedzy kulturami jak i świadomym poznawaniu inności. Chodzi więc o to by dobitnie i jak najprawdziwiej pielęgnować własną kulturę po to by poznanie różnorodności było tym bardziej radosne i stymulujące. I tak jak budowanie relacji zakochanych w sobie ludzi wymaga czasu i doświadczenia, tak też się dzieje w przypadku grup społecznych. Każdy potrzebuje czasu, oswojenia czegoś nowego, otwarcia się na inność i dopiero wówczas jest przestrzeń do współtworzenia. Do tej pory Centrum prowadziło głównie imprezy oraz regularne zajęcia dla Polaków. Wciąż chcemy to robić bo jak już wspomniałam, aby świadomie poznać inną kulturę, trzeba najpierw znać swoje korzenie. Jednak chcę także zwrócić uwagę na to, co jest motywem przewodnim naszej rozmowy - tworzenie rodziny wielokulturowej jest piękne, ale i niełatwe. W takiej rodzinie pojawiają się kwestie, które nigdy nie będą dotyczyły rodzin monolitycznych co ani jednych, ani drugich nie stawia na pozycji wyższej lub niższej. Są to zwyczajnie inne modele rodzin. W Bournemouth jest wiele rodzin wielokulturowych i wielojęzycznych, w których jednym z członków jest Polak. Proszę mi wierzyć, że czasem osoby będące w takim właśnie związku mogą się porozumieć tylko z kimś kto jest w podobnej sytuacji. Jest to inny rodzaj więzi, którego również brak i który można zbudować. Dlatego mam nadzieję, że Polskie Centrum stanie się zarówno przestrzenią, w której będą mogły spotkać się różne grupy społeczne (ze względu na pochodzenie, religię i kulturę), a także rodziny, które potrzebują znaleźć własną platformę, w której będą mogły budować bezpieczne więzi.

 Autor: Ewa Erdmann 

0 comments:

Prześlij komentarz