środa, 20 sierpnia 2014

Meska rozmowa o czytaniu i pisaniu…

Zamiast wstępu. Po raz pierwszy ,,spotkałem” Janka w artykułach lokalnej, polonijnej prasie. Później długa przerwa. Kiedy – kilka miesięcy temu – zaproponował przygotowanie wykazu pozycji książkowych w języku polskim do Biblioteki w Poole i Bournemouth uznaliśmy, że to dobra inicjatywa osoby czującej temat szeroko rozumianej literatury. 
Pierwsze prywatne spotkanie... Poprosiłem Janka o członkowstwo w Jury do Wierszowiska 2014 w moim Polskim Klubie Zabaw i Nauki w Poole. Lektura „Afrykańskiej elektroniki. Drugie prywatne spotkanie. W końcu wywiad...


Janusz Kulczycki: Jestem pod ogromnym wrażeniem książki „Afrykańska elektronika, ponieważ nigdy przedtem nie odczuwałem takiego strachu i niepewności czytając kolejne jej wersy, jednocześnie miałem wrażenie, że uzależniam się od niej. Zastanawiam się, jak buduje się takie emocje u potencjalnego czytelnika? Czy można przewidzieć, co i jak będzie on czuł?
Jan Krasnowolski: Nie można. Ludzie są tak różni, że jednym książka bardzo przypadnie do gustu, a innym wcale. Przewidzieć tego nie sposób. Jednak nauczyłem się już jednego – pisarzowi nie wolno próbować „na siłę” przypodobać się czytelnikowi. Liczy się szczerość i właśnie ta szczerość jest przez czytelnika najczęściej doceniana. Brak szczerości w tym, co się pisze jest jak fałszowanie przez muzyka. Więc trzeba grać czysto, reszta to wypadkowa możliwości pisarskich autora oraz gustu czytelnika.

Po przeczytaniu pierwszego opowiadania, liczyłem, że będzie to cykl tekstów nacechowany pierwszą formą i charakterystyczną tematyką. I tu moje pierwsze zaskoczenie. Mam wrażenie, że pierwsze opowiadanie, nie pasuje do trzech następnych. Czy to celowy zabieg, czy przypadek?
Pierwsze opowiadanie, „Brudny Heniek” to historia mająca swoje korzenie w czasie stanu wojennego. Zadyma uliczna zomowców z robotnikami. Oraz dalszy ciąg tej zadymy, mający miejsce już w czasach współczesnych. Chodziło mi w tym wszystkim, żeby trochę wykpić naszą narodową, styropianową martyrologię, wymachiwanie flagą i wycieranie sobie gęby patriotycznymi sloganami przez każdego, komu to aktualnie pasuje. Poza tym główny bohater, czyli niegdysiejszy zomowiec Heniek Jucha nie widzi już dla siebie miejsca w nowej Polsce i w pewnym momencie przebąkuje o wyjeździe do Anglii. Następne trzy opowiadania w książce dotyczą już samej emigracji, więc jakaś ciągłość jest tu chyba zachowana?

Zawsze, kiedy maksmalnie ,,wciągnę się’’ w czytanie kolejnej książki, to jak najszybciej chcę dowiedzieć się, jakie będzie jej zakończenie, ale im bliżej końca, mimo wszystko zwalniam, żeby jak najdłużej ,,być’’ w niej. Tak było i tym razem. Jednak po raz pierwszy – podczas czytania książki - odczywałem strach i niepewność, czy chcę na pewno dalej czytać tę książkę! ,,Bałem się’’...
Strach jest rzeczą ludzką, a słysząc, że czytając moje skromne opowiadania, odczuwałeś strach – traktuję to jako komplement. Myślę, że po tym ocenia się dobry horror. Im bardziej czytelnik nad książką lub widz w kinie odczuwa niepokój, tym bardziej zamierzony efekt zostaje osiągnięty.
Ja od dziecka uwielbiałem czytać i oglądać różne niesamowite i makabryczne opowieści, z czasem takie historie zaczęły też powstawać w mojej głowie. Kiedy nabiorą konkretnego kształtu, staram się coś z nich zbudować, choć do pisarza horrorów klasy Łukasza Orbitowskiego, z którym się zresztą przyjaźnię, chyba mi jeszcze daleko.

Twoja książka nie jest przykładem literatury łatwej, lekkiej i przyjemnej. Dużo w niej realnych sytucji zwykłych ludzi, ale jednocześnie wiele wątków historycznych, w zaskakujący sposób poprzeplatany z momentami, jak w filmie z gatunku thilller. Ostatni raz (tego typu niespokojny gatunek literacki) ,,przerabiałem’’ z lekturą Piotra Czerwińskiego ,,Przebiegum życiae’’. Tam też odczuwałem mieszne i skrajne emocje. Właściwie można powiedzieć, że typ pisarski przez Ciebie uprawiany jest niszowy. Co wpłynęło na taki wybór?
Piszę to, co sam bym chciał przeczytać. Nie znoszę książek, których autor próbuje na siłę udowodnić jakąś tezę. Nudzą mnie w książkach opisy przyrody. Drażni mnie nadmiar słów, które nic nie wnoszą do tekstu, poza tym, że pisarz może zabłysnąć swoją erudycja. Nie lubię też przewidywalnych zakończeń. Sam z kolei nie umiem ładnie pisać o delikatnych uczuciach między dwojgiem ludzi i nie za dobrze wychodzą mi happy endy, więc raczej ich unikam. Z kolei, jak już powiedziałem, mam wyjątkową słabość do historii mrocznych, okrutnych i najlepiej makabrycznych. Dlatego interesuję się historią, zwłaszcza XX wieku, dlatego zapewne uwielbiam Boscombe, gdzie mieszkam od dobrych siedmiu lat. To miejsce ma w sobie niesamowity potencjał dla pisarza takiego jak ja, tu dzieją się naprawdę ciekawe historie. Czy jestem niszowy? To się jeszcze okaże, nie powiedziałem jeszcze ostatniego słowa.

,,Brudny Heniek’’, to PRL-owska historia milicjanta... ,,Afrykańska elektronika’’ – toksyczna, orientalna i męska ,,przyjaźń’’... ,,Hasta siempre, comandante’’ kubańska nieśmiertelność, czyli obraz malowany krwią... A ,,Kindoki’’ hitlerowska i anty-emigracyjna podróż. To oczywiście moje, bardzo krótkie dopowiedzenie tytułów. Skąd pomysł na cykl właśnie takich czterech opowiadań pod wspólnym tytułem?
Te opowiadania powstały w ciągu ostatnich kilku lat. Oczywiście, bardzo chciałem napisać coś o współczesnej emigracji, której wszyscy jesteśmy częścią i która jest zjawiskiem na gigantyczną skalę, jednak miałem świadomość, że wydawnictwa w Polsce są obecnie zarzucone mniej lub bardziej udanymi tekstami, w których różni emigracyjni twórcy zwykle płaczą nad niedolą pracownika na zmywaku oraz opisują ciężki żywot polskiego emigranta. Podobno teraz teksty nadsyłane z Anglii lądują już w redakcyjnych koszach nawet bez czytania. Więc z wrodzonej przekory, ugryzłem ten temat z zupełnie innej strony. Dodając element sił nadprzyrodzonych, które występują tutaj pod wspólną nazwą „afrykańskiej elektroniki”. Chodziło więc mi o to, żeby „pójść pod prąd”, bo tylko w ten sposób mogłem sprawić, że mój zbiór opowiadań będzie zauważony. Chyba się nawet udało, ponieważ obecnie książka tłumaczona jest na angielski, prowadzone są rozmowy z kilkoma angielskimi wydawnictwami i jest pewna szansa, że właśnie moja „Afrykańska elektronika” zostanie zaprezentowana brytyjskiemu czytelnikowi, jako głos polskiego emigranta.

Wykorzystujesz nazwy konkretnych miast, dzielnic, ulic np. Charminster, Boscombe, Sandbanks, Dover... Momentami byłem przekonany, że jestem bohaterem Twoich opowiadań, z powodu znajomości tych miejsc. Odnoszę wrażenie, że o wiele łatwiej może zrozumieć Twoją książkę osoba, która mieszka w Anglii niż chociażby czytelnik z Polski. Czy zgodzisz się ze mną?
Otóż nie zgodzę się. Myślę, że jak ktoś mieszka na Charminster albo na Boscombe, to może przeczytać moją książkę z ciekawością, odnajdując w niej miejsca, które dobrze zna. To prawda. Ale muszę zauważyć - przecież nieznajomość miejsc, gdzie dzieje się akcja nie może być przeszkodą w odbiorze książki. Co w takim razie z opowiadaniami science fiction, dziejącymi się w kosmosie, albo na obcych planetach?
Trzeba zakładać, że jeśli czytelnik nigdy nawet nie był w Anglii, to czytając o tych miejscach, może je sobie jakoś tam po swojemu wyobrazić. Albo nawet wygooglować – w końcu istnieje fenomenalny wynalazek zwany Street Wiew. A w ogóle to myślę, że może ktoś kiedyś poczuje się zachęcony, żeby przyjechać i zwiedzić, zobaczyć na własne oczy miejsca, w których dzieją się historie opisane w „Afrykanskiej elektronice”. No wiesz – przejść się deptakiem na Boscombe i pomyśleć: „To tutaj właśnie główny bohater zderzył się z kalekim, bezrękim Grzesiem, który go przeklął za swoje kalectwo. A w tym oto pubie spotkał upiora Warrena, który wrócił z zaświatów, żeby na nim wywrzeć zemstę.”

Kiedy możemy liczyć na kolejną odsłonę Twojej twórczości literackiej? Czy możesz zdradzić jakieś szczegóły?
Na razie piszę cykl tekstów, które ukazują się online, na stronie wydawnictwa Ha!art. Cykl nazywa się „Spowiedź zmywaka”. Piszę tam o swoim teraźniejszym życiu oraz bardziej ogólnie - o Polakach w Anglii, ale też grzebię w swojej przeszłości. Piszę o różnych kłopotach, w jakie się w życiu pakowałem i staram się, żeby było to ciekawe, ale jednocześnie zabawne. No bo w sumie dobrze się bawię pisząc te teksty i z tego, co do mnie dociera – są one mocno popularne wśród polskich czytelników. Więc tak, „Spowiedź zmywaka” gorąco polecam!

Rozmawiał: Janusz Kulczycki

Książkę Jana Krasnowolskiego „Afrykańska elektronika” można kupić w Fajnym Sklepie w Bournemouth (Boscombe).

Jan Krasnowolski (1972) – prozaik, autor opowiadań opublikowanych w zbiorach 9 łatwych kawałków (2001) i Klatka (2006). Publikowany w wielu pismach, uparcie pozostaje poza głównym nurtem. Od urodzenia zwązany z Krakowem, jednak w 2006 roku wyjechał do Wielkiej Brytanii, gdzie osiadł w Bournemouth. Doświadczenie emigracyjne zawarł w tomie opowiadań „Afrykańska elektronika” (Ha!art 2013).

0 comments:

Prześlij komentarz