wtorek, 6 maja 2014

Przedsiębiorcze społeczeństwo

Kiedy w trudnych latach 2011 i 2012 gospodarka ledwo trzymała się na nogach, a przedsiębiorstwa padały jak kawki, stopa bezrobocia zdawała się utrzymywać na stabilnym poziomie, a niekiedy - ku uciesze polityków - wzrastać.
Jednak korzystna sytuacja na rynku pracy nie była zasługą pracodawców zwiększających zatrudnienie w swoich firmach, ale podyktowana była rozkwitem tzw. samozatrudnienia (ang. self-employment). Cztery na dziesięć miejsc pracy utworzonych w ciągu ostatnich czterech lat, zajmują osoby samozatrudnione, czyli prowadzące jednoosobową działalność gospodarczą.
Ich liczba - obecnie 4,5 mln. - wciąż rośnie, co oznacza, iż zjawisko to nie jest wyłącznie zasługą kryzysu, ale również kompilacji innych czynników. Osoby samozatrudnione stanowią 15 proc. wszystkich pracujących - to najwyższy dotychczas odsetek. Dlatego analitycy żarliwie debatują nad znaczeniem tego wzrostu dla obecnego stanu gospodarki, jak również jej przyszłości. Co zatem ten trend oznacza dla sytuacji ekonomicznej i społecznej w Wielkiej Brytanii?

Maska dla bezrobocia

W ubiegłym tygodniu debatowano nad tą kwestią podczas ostatniego zebrania Komisji Polityki Pieniężnej banku centralnego Wielkiej Brytanii. Brano pod uwagę dwa rozwiązania: wzrost samozatrudnienia stanowi maskę dla bezrobocia, a zatem oznacza ukryte tymczasowe spowolnienie gospodarcze bądź też jest oznaką stałych zmian strukturalnych na rynku pracy. Od tego, które z obu zjawisk jest prawdziwe, zależeć będzie wysokość stóp procentowych - jeśli członkowie komisji banku centralnego Wielkiej Brytanii uznają, że mamy do czynienia z pierwszą opcją, czyli ukrytym bezrobociem, to wstrzymają się z podniesieniem stóp procentowych, jeśli natomiast postanowią, że rzeczywiście nastąpiły zmiany na rynku pracy, to stopy procentowe ulegną podwyższeniu.
Jak donosi dziennik The Independent, wśród członków komisji panuje niezgoda co do wytłumaczenia wzrostu samozatrudnienia. A dzieje się tak, ponieważ dowody i informacje mające pomóc w wyjaśnieniu tej kwestii są dwuznaczne i fragmentaryczne.

Nie tylko dla młodych mężczyzn

Przede wszystkim nie jest jasne, co tak naprawdę napędza ten trend. Po części jest to układ demograficzny: urodzeni w czasie wyżu demograficznego wchodzą właśnie w wiek emerytalny - wielu z nich zrezygnowało z pracy na pełen etat i zaczęło działalność jako konsultanci. Ponadto, według statystyk to właśnie osoby powyżej 65 roku życia częściej niż przedstawiciele innych grup wiekowych decydują się na samozatrudnienie. Jak wynika z danych Bank of England, wielu z nich wybiera własną działalność jako alternatywę dla zatrudnienia.
To jednak tylko jedna strona medalu. Wzrost samozatrudnienia zbiegł się w czasie z reformą systemu zasiłków. Cięcia w świadczeniach społecznych skłoniły wiele osób do założenia własnej działalności, aby zapewnić sobie źródło dochodów. Między innymi dlatego, samozatrudnienie stało się szczególnie popularne wśród kobiet. Przed rokiem 2007, jedynie 30 proc. pań było własnym szefem, natomiast w ciągu ostatnich kilku lat odsetek ten podwoił się i obecnie wynosi 60 proc. Wkroczenie mniej zamożnych kobiet do świata przedsiębiorców podyktowane było głównie rządowymi cięciami świadczeń socjalnych, w szczególności tych dla samotnych matek.

Wrócić za biurko

Czy jednak ludziom odpowiada prowadzenie własnej działalności? Wyniki sondażu przeprowadzonego niedawno przez zespół doradców Resolution Foundation ujawniły, iż osoby, które w ciągu ostatnich pięciu lat założyły swoją działalność są zadowolone z bycia własnym szefem. Natomiast spora liczba osób - 450 tys. - marzy o powrocie do pracy w firmie.
Dodatkowo, osoby samozatrudnione nie pracują często w pełnym wymiarze godzin. Ci, którzy założyli działalność w ostatnich siedmiu latach to półetatowcy; 18 proc. z nich chciałoby poświęcić pracy więcej czasu, w porównaniu do 10 proc. sprzed kryzysu.
Niewiele wiemy o sytuacji finansowej osób z własną, jednoosobową działalnością,  jednak szacuje się, że przeciętne dochody samozatrudnionych wynoszą 12 tys. funtów rocznie - kwota nieco wyższa od minimalnej krajowej pensji.

Gospodarcza zagadka

Ekonomiści zmagają się obecnie ze znalezieniem odpowiedzi na kluczowe dla brytyjskiej gospodarki pytania.  Jak wpłynie na konsumpcję fakt, iż jedna na siedem pracujących osób jest samozatrudniona? Czy możemy oczekiwać, iż społeczeństwo zacznie mniej wydawać, a więcej oszczędzać, jeśli ich dochody nie są stałe? Czy osoby samozatrudnione będą spędzały więcej godzin i dni w pracy z powodu braku płatnego urlopu?
Wielu uznaje wzrost liczby osób samozatrudnionych jako pozytywne zjawisko oznaczające rozkwit przedsiębiorczości wśród osób o niskich dochodach. Jednak badacze z Morgan Stanley nie podzielają tych optymistycznych poglądów argumentując, iż liczba osób z własną działalnością zatrudniających pracowników obniżyła się o 10 proc. od 2007r.
Według Związków Zawodowych coraz częściej mamy do czynienia ze zwalnianiem pracowników, a następnie ponownym ich zatrudnianiem na umowę na czas określony, celem uniknięcia kosztownych składek emerytalnych oraz ewentualnych problemów z prawem pracowniczym. Jednym słowem, ponowne przyjęcie pracownika na tych zasadach oznacza mniejsze zobowiązania wobec niego.
Zwiększone rzesze samozatrudnionych stanowią nie lada zagadkę dla ekonomistów i polityków. Czy epoka tradycyjnego pracownika dobiegła końca? Czy wkraczamy w erę społeczeństwa- przedsiębiorców? Czy nowopowstała armia osób samozatrudnionych wróci potulnie do swoich biurek i zakładów pracy, kiedy gospodarka w pełni się odrodzi?
Trudno jest znaleźć poprawną odpowiedź przy tak małej ilości danych. Czas zweryfikuje, czy mamy do czynienia z narodzinami pokolenia przedsiębiorców, czy samozatrudnienie to tylko tymczasowe rozwiązanie dla bezrobotnych i połetatowców.


Autor: Ewa Erdmann 

0 comments:

Prześlij komentarz