piątek, 9 maja 2014

Otyłość wśród dzieci

Coraz częściej na ulicy spotyka się dziecko z nadwagą czy otyłe. Praktycznie wiek nie ma już znaczenia. A co gorsze, nadmiar tych kilogramów u dziecka rzadko kiedy budzi należyty niepokój wśród rodziców.
Często dorośli mówią, że nadwaga to nie problem, bo przecież dziecko z tego wyrasta. A to wcale nie jest takie oczywiste, gdyż otyłe dzieci to otyli dorośli. Więcej, otyłe dziecko to chore dziecko i chory dorosły. To w takim razie co robimy źle, że nasze dzieci są otyłe?
Nadwaga i otyłość u dzieci wcale nie świadczy o zamożności społeczeństwa, a wręcz przeciwnie, w krajach rozwiniętych jest to oznaką przynależności do biedniejszej części społeczeństwa. A u nas wciąż w niektórych środowiskach pokutuje przekonanie, że niemowlę powinno być tłuściutkie, rumiane, a najlepiej kiedy ma tzw. pączusie bo to przecież świadczy o jego zdrowiu.
Jednak nie ma nic bardziej mylnego. Ogólnie dzieci jedzą coraz więcej, w dodatku nie to, co powinny. Niepełnowartościowe jedzenie często idzie w parze z przekarmianiem. Martwimy się kiedy dziecko je zbyt mało i dopychając je przeróżnymi przekąskami staramy się uzupełniać brakujące posiłki.
Dlatego też większość cierpi z powodu niedoboru witamin, zwłaszcza z grupy B, oraz innych składników odżywczych, np. wapnia.

Złe nawyki żywieniowe

Do głównych przyczyn nadwagi i otyłości wymienia się utrwalony nieprawidłowy  sposób żywienia, przekarmianie, nieregularność spożywanych posiłków a także podjadanie między posiłkami.
Decydujące znaczenie ma styl odżywiania preferowany przez dorosłych czyli członków rodziny. Dzieci są bacznymi obserwatorami. Gdy widzą mamę, tatę czy starsze rodzeństwo żywiących się głównie zapiekankami, hamburgerami, frytkami będą chciały jeść to samo, z własnej woli nie sięgną po surowe warzywa.
Coraz częściej słyszymy iż zanika zwyczaj jedzenia domowych obiadów. Zamiast zupy i drugiego dania serwuje się pizzę, kebab lub chińszczyznę.
Nic złego się nie stanie, gdy od czasu do czasu taki fast food zagości na stole, ale nie może to się stać podstawą żywienia dzieci i młodzieży. To nie może być codzienność, którą tłumaczymy brakiem czasu, zabieganiem i tym, że łatwiej się żyje kiedy rodzice jedzą 'na mieście', dzieci w szkole. Można by powiedzieć problem rozwiązany z posiłkami.
Zaczynając od początku, przekarmianie zaczyna się już w niemowlęctwie, jeśli dziecko dostaje jeść nie tylko wtedy, gdy jest głodne, ale także wtedy, gdy ma to ukoić jego płacz. Starsze dzieci nagradzane są słodyczami za dobre zachowanie, wyniki w nauce, za wizytę u stomatologa, nawet za tzw. grzeczne zjedzenie całego obiadu.

Tuczy si
ę w szkolnym sklepiku

Wiele dzieci wychodzi do szkoły bez pełnowartościowego śniadania. Niektóre wypijają tylko jakiś sok, albo zjadają chrupki z mlekiem. Nawet kanapki i owoce na drugie śniadanie nie są obowiązującym zwyczajem.
Dlaczego tak się dzieje? Dzieci dostają pieniądze, aby coś sobie kupić w szkolnym  sklepiku, w którym z reguły są drożdżówki, batoniki, chipsy i słodzone gazowane napoje. Tylko w nielicznych sprzedaje się świeże soki owocowe, sałatki, czy też kanapki z pełnoziarnistego pieczywa.
Obecnie nikt nie kontroluje tego, czy w żywności dostępnej w szkołach nie ma składników niekorzystnych dla młodego organizmu, np. właśnie tych powodujących nadwagę i otyłość. Dokonują się zmiany, które przewidują zakaz sprzedaży oraz podawania w szkołach także w przedszkolach produktów, które zawierają syntetyczne substancje słodzące które są np. w napojach gazowanych i energetyzujących, tłuszcze trans występujące m.in. w herbatnikach, ciastkach, wzmacniacze smaku jeden z najpopularniejszych to glutaminian sodu obecny jest np. w krakersach, sosach, zupach instant. Zakazy dotyczą także produktów, które mają ponad 1,25 g soli lub 0,5 sodu na 100 g masy.

Zwolnienie z WF

Statystyczne dziecko spędza przed telewizorem, czy komputerem średnio 3 godziny dziennie. Z wspomnianego wcześniej raportu WHO wynika też, że dla przykładu 11-latki w Polsce w porównaniu z rówieśnikami z innych krajów spędzają w ten sposób najwięcej czasu. W kategorii aktywność fizyczna 13-latki znalazły się dopiero na 34. miejscu badania przeprowadzano u dzieci z 39 krajów.
Nie powinno to nikogo dziwić, bo lekcje wychowania fizycznego w szkołach uznawane są za mało interesujące zajęcia i dzieci nie chcą w nich uczestniczyć.
Za ten stan rzeczy winę ponoszą nie tylko nauczyciele, ale także rodzice i lekarze. Nauczyciele nie zabiegają o to, aby ich zajęcia były ciekawe. Macie piłkę i pograjcie sobie - to często słyszą uczniowie. Rodzice ulegają prośbom dziecka i zgadzają się, by nie ćwiczyło, lekarze zaś zbyt pochopnie wystawiają zwolnienia, czasem nawet  z powodu alergii.
Czas to zmienić, tu przecież chodzi o nasze dzieci.

Autor: Ella Porawska


0 comments:

Prześlij komentarz