piątek, 23 maja 2014

Mamy prawo być zapomnieni przez Google

Już nie musimy martwić się, że dotyczące nas informacje będą na zawsze dostępne w Internecie - od teraz możemy poprosić o ich usunięcie.


Dotychczas, pojawiające się w sieci nasze dane lub informacje były jak niezmywalny tatuaż - raz zamieszczone, zostają na stałe, bez względu na to czy nam się to podoba, czy też nie. Taki stan rzeczy był niezwykle niekorzystny i prowadził to do wielu nieprzyjemnych sytuacji, zwłaszcza, gdy informacje były nieprawdziwe lub nieaktualne. W ekstremalnych przypadkach prowadziło to do zwolnień z pracy czy nieudzielenia pożyczki.
Na szczęście sytuacja ta uległa diametralnej zmianie i obecnie można zażądać, aby Google usunął z wyników wyszukiwania lub zablokował dostęp do wszelkich informacji i danych, które nas dotyczą, a są nieaktualne, nieprawdziwe, nieistotne lub jeśli w jakikolwiek inny sposób łamią prawo ochrony danych. Co ważne, informacje te wcale nie muszą być negatywne, aby musiały zostać usunięte.

Precedens

Skąd ta nagła zmiana? Wszystko dzięki bezprecedensowemu wyrokowi Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej w sprawie Mario Costeja Gonzáleza - obywatela Hiszpanii, który wniósł skargę m.in. przeciwko Google Spain SL oraz Google Inc. Mario Costeja González podniósł w skardze, że po wyszukaniu jego imienia i nazwiska w wyszukiwarce Google Search na liście wyników pojawiał się link do stron dziennika „La Vanguardia” z ogłoszeniem o licytacji jego nieruchomości za zaległości wobec zakładu zabezpieczeń społecznych.
Skarżący domagał się usunięcia informacji ze strony dziennika oraz zobowiązania Google Spain lub Google Inc. do usunięcia lub ukrycia jego danych osobowych w taki sposób, by nie były one ujawniane w wynikach wyszukiwania i powiązane z linkami do gazety „La Vanguardia”. Podkreślał, że kwestia zajęcia nieruchomości została rozwiązana już wiele lat temu i informacja o niej nie ma żadnego znaczenia. 

Prawo do bycia zapomnianym

Orzeczenie Trybunału, które nota bene jest prawomocne, to kolejny krok do jednej z fundamentalnych zmian proponowanych w unijnym rozporządzeniu regulującym ochronę danych, a mianowicie do „prawa bycia zapomnianym", obecnie określanym jako "prawo do wymazania [danych]". Prawo to będzie stanowiło doskonałe narzędzie dla osób chcących kontrolować dostępne w Internecie informacje, które ich dotyczą, nawet w przypadku, gdy nie są oni w stanie wyegzekwować swych praw wobec administratora strony, na której informacje te są zamieszczone.
Dlatego orzeczenie Trybunału spełnia wyjątkowe zadanie ochrony danych osobowych w sytuacji, gdy dana osoba nie może złożyć skargi na administratora strony internetowej umożliwiając wyegzekwowanie praw do ochrony swoich danych w stosunku do operatora wyszukiwarki internetowej, który na liście wyników zamieszcza imię i nazwisko tejże osoby z dotyczącą jej informacją, jeśli informacja ta może negatywnie wpłynąć na „szeroki zakres aspektów prywatnego życia".

Amerykanie sądzeni w Europie
Oczywiście nie oznacza to, że każdy będzie mógł dowolnie z tego prawa korzystać, i choć  prawa osoby, której dotyczą dane, są co do zasady nadrzędne wobec tego interesu internautów, to pod uwagę  będą również brane: charakter rozpatrywanych informacji, jak istotne są one dla prywatności osoby, której dane dotyczą oraz interes kręgu odbiorców, w szczególności w przypadku informacji dotyczących osób publicznych.
Orzeczenie Trybunału Sprawiedliwości dotyka jeszcze jednej ważnej kwestii, a mianowicie zakres prawa europejskiego dotyczącego ochrony danych obejmuje podmioty gospodarcze spoza obszaru Unii Europejskiej, np. Google, jako operatora wyszukiwarki internetowej, który bezpośrednio kieruje reklamy o charakterze komercyjnym do użytkowników w Unii poprzez swoje oddziały w poszczególnych krajach europejskich.
Dlatego Google Inc., choć jest spółką prawa amerykańskiego, podlega przepisom prawa unijnego, gdyż Google Spain, jego spółka zależna, prowadzi na terytorium hiszpańskim działalność gospodarczą.


0 comments:

Prześlij komentarz