sobota, 26 kwietnia 2014

Uwięzione uczucia, czyli milczące aspekty emigracji

Od myślenia o przyszłości wszystko się zaczyna. Marzenia i nadzieje na godne życie. Potrzeba wyrwania się z pułapki bezczynności oraz życia „od pierwszego do pierwszego”. Chęć swobodnego wyrażania siebie i rozwoju. Wizja lepszego losu. Postanowienia, by wyciągnąć siebie – z czasem być może także i rodzinę – z różnych problemów. Wiele rozmaitych, indywidualnych powodów – czasami z konieczności ukrywanych przed otoczeniem.
Decyzja o tym, by wyjechać z rodzinnych stron wymaga silnej motywacji i regularnego myślenia o przyszłości. Takiej decyzji towarzyszy przekonanie o tym, że wyjazd to jedyne dobre i możliwe w danym momencie życia rozwiązanie. Mimo to napawa ona lękiem w podobnym stopniu co nadzieją. Jednak pragnienie zaspokojenia swoich potrzeb – często najbardziej podstawowych – jest na tyle silne, że może wywoływać determinację.
Czasami można spakować się z dnia na dzień, a czasami trzeba przygotowywać się dłużej. Najbliższe otoczenie może wspierać w organizacji wyjazdu lub sprzeciwiać się. Jeśli wspiera, to często uczestniczy w budowaniu wizerunku lepszej przyszłości i ułatwia tym samym radzenie sobie ze stresem. Podwyższony stres jest zarówno nieunikniony w związku z wyjazdem jak i szkodliwy.
Jeśli natomiast otoczenie sprzeciwia się wyjazdowi, to rodzące się u osoby wyjeżdżającej nadzieje mogą dodatkowo zostać obciążone trudnymi emocjami. Nasilone z tego powodu napięcie psychofizyczne może być tak duże, że bolesne. Można więc wyjeżdżać w atmosferze wsparcia lub w atmosferze silnych, trudnych emocji. Ten fakt ma znaczenie dla późniejszych osobistych doświadczeń i przeżyć.   

Teraźniejszość

Gdy rozpoczynamy nowe życie za granicą, to w naszym codziennym funkcjonowaniu odzywają się nasze wewnętrzne przekonania na swój temat, przyzwyczajenia, potrzeby. Nowe sytuacje, nowi ludzie, nowe konieczności, codzienne wyzwania i pragnienia niejako wymuszają na nas podwyższony poziom gotowości, by sobie z nimi radzić, a także do rozmaitych wyrzeczeń. Nasze życie zmienia tempo. Nasza teraźniejszość staje się nagła, gwałtowna, wielopłaszczyznowa. Nie mamy jeszcze doświadczenia w nowym otoczeniu, w nowej kulturze. Mamy tylko dwie rzeczy: nadzieje, z którymi przyjechaliśmy i dotychczasowe własne doświadczenie.
Nadzieje leżą w przyszłości zatem czekamy, by przekonać się o tym czy się spełnią. Natomiast doświadczenie, które posiadamy jest częścią naszej przeszłości. Pozostało daleko w rodzinnych stronach i w relacjach z najbliższymi, którzy mieszkają w Polsce… Tymczasem teraźniejszość jest angielska.
Szybko może okazać się, że jedynym punktem odniesienia, który mamy w sytuacjach stresujących są nasze wspomnienia. Szukamy w pamięci znanych już sytuacji, stawiamy pytania o to jak radziliśmy sobie w warunkach podobnych; co robili nasi najbliżsi; jak postąpiliby w naszej obecnej sytuacji. To naturalna strategia, która zwykle wystarczała w naszym życiu przed wyjazdem. Bolesne bywa zaskoczenie, gdy okazuje się, że nie sprawdza się ona na emigracji lub co gorsza, przynosi odwrotny skutek…, bo nasze tu i teraz, to już inna rzeczywistość. To czego nauczyliśmy się w Polsce zaczyna być jak ruletka. Pojawia się poczucie bezradności, które jest tym trudniejsze, że wokół nie ma nikogo, z kim moglibyśmy o tym swobodnie porozmawiać, bo tylko my sami wiemy o co naprawdę chodzi.

Język

Nowy język jest całkiem inną rzeczywistością. Słowa znajomej brzmią jak echo: „Siedziałam z moją nową angielską rodziną przy stole i myślałam kiedy mogę się odezwać i co mam powiedzieć, żeby to nie było głupie i żeby nie brali mnie za dzikusa. A kiedy już przygotowałam sobie swoją wypowiedź i chciałam się odezwać, żeby mieć poczucie, że uczestniczę w rozmowie, to okazywało się, że oni już dawno o czym innym mówią i znowu nie ma dla mnie miejsca. Wolę więc milczeć, choć tak naprawdę, to wszystko kotłuje się we mnie.”
Język jest płaszczyzną wzajemnej komunikacji. Dzięki językowi budujemy własne, wewnętrzne narracje, w których osobiste odczucia są dla nas kluczowe i ważne. Nasze „Ja” przejawia się w naszym języku. Ktoś często słyszał, że w każdej sytuacji da sobie radę; ktoś inny słyszał, że wszędzie dobrze, ale w domu najlepiej. Podobnych przekonań może być wiele – każdy ma własne. Są przekonania, które pomagają, a są takie, które przeszkadzają w emigracyjnej teraźniejszości… Część z naszych przekonań okazuje się przewrotnych i dalekich od wymagającego tu i teraz, bo powstały w rzeczywistości polskiej… są takie przekonania, które potrzebują zmiany.
Nasze uczucia, które zwykle wyrażaliśmy na swój indywidualny sposób w naszym ojczystym języku, zostały częściowo uwięzione, bo nasz drugi język, np. angielski nie oddaje ich tak, jak tego potrzebujemy. Frustracja, która powstaje w efekcie może działać na naszą szkodę i utrudniać nam realizację obranych celów.
Gdy okazuje się, że doświadczamy napięcia związanego z pracą, znajomościami, związkami intymnymi, otoczeniem, to potrzeba wyrażania uczuć rośnie, bo pojawiły się bariery językowe. Im bardziej nasza potrzeba swobodnego wyrażania się jest hamowana, tym silniejszą wywołuje to frustrację. Im silniejsze skumulowane napięcie, tym większe ryzyko kolejnych rozczarowań w życiu codziennym. A im większe rozczarowania, tym silniejsza potrzeba wyrażania uczuć… Powstaje błędne koło, w którym milczenie na temat własnych uczuć, a także w codziennych kontaktach jako strategia korzystniejsza dla przetrwania, staje się dominujące. Trzymane głęboko w sobie uczucia dają o sobie znać w rozmaitych formach i w zaskakujących momentach.
Nasze myśli krążą każdego dnia wokół tego jak przetrwać. Nasze uczucia rosną pod angielskim dywanem milczenia, a nasza rodzina coraz częściej mówi nam, że jesteśmy już inni! Uświadamiamy sobie, że jako inni na obczyźnie staliśmy się także inni w ojczyźnie, choć byliśmy do siebie podobni! A czasami odwrotnie – byliśmy inni w ojczyźnie, pozostajemy inni na obczyźnie, która miała stać się lub staje się domem…

Przeszłość

Przeszłość może dominować w naszym wewnętrznym świecie. Może stać się jedynym mostem między naszym życiem tam i naszym życiem tu – dowodem na to, że kiedyś żyliśmy inaczej. Z przeszłości można czerpać siłę, ale może też ona stać się naszą codzienną zmorą. Tłumione z konieczności uczucia zderzają się z rzeczywistością. Poczucie winy, że ja tu – oni tam i zostawieni przeze mnie samym sobie. Poczucie niesprawiedliwego osądu, że tobie lepiej tam, a my tu bez zmian, bo twoja pomoc żadna albo za mała. Poczucie smutku lub gniewu z powodu krzywdzących podejrzeń, a nawet oskarżeń. Tajemnice, które trzeba utrzymywać na swój temat… Czasami podwójne życie. Samotność…, a nawet pustka.
Podobnie w nowych, tzw. mieszanych związkach. Badania wskazują, że doświadczenie ciąży u kobiet na emigracji także jest kilkakrotnie trudniejszym doświadczeniem, niż w ich kraju pochodzenia. Przeszłość może stać się potrzaskiem, z którego trudno dostrzec wyjście.
Pytania o nasze życie, o samych siebie krążą po głowie coraz częściej: kim byłam/byłem; kim jestem; kim chcę być; kim będę; czy będę tu, czy tam; zostać czy wrócić, a jeśli wracać to dokąd…; poddać się czy czekać…
Czasami pojawia się tęsknota za minionym życiem w kraju ojczystym i jednoczesna niemożność powrotu. Świadomość, że to co minęło i nigdy już nie wróci może przytłaczać. Czasami odwrotnie – nie tęsknimy, czujemy ulgę, że wreszcie wyrwaliśmy się, żeby zacząć prawdziwe życie „po swojemu”. Tymczasem owa ulga zderza się z milczącym smutkiem, że wciąż jeszcze nie żyjemy tak, jak tego chcemy… Swoisty paradoks.
Ta wielowarstwowa wewnętrzna konfiguracja może wywoływać napięcie dające poczucie zagubienia, bo dotyka ważnych kwestii osobistych i przejawia się w codziennym funkcjonowaniu. Indywidualne predyspozycje do reagowania w sytuacji takiego napięcia mogą nasilać się pod postacią np. smutku, tęsknoty, wycofania, irytacji, gniewu, braku motywacji, braku wiary w siebie, wątpliwości, poczucia straty, dezorientacji, poczucia odrębności… i wielu innych.


Autorem niniejszego artykułu jest mgr. Daniel Jerzy Żyżniewski, psycholog z kliniki Atlantic Clinic – Polscy lekarze w Southampton. Więcej informacji o klinice znajdziesz na www.atlanticclinic.co.uk oraz pod nr. Tel. 02380 637 374

0 comments:

Prześlij komentarz