środa, 26 marca 2014

Wielkie Czerwone Serce

Po kolejnym udanym finale Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy,  Ella Porawska spotkała się z Jurkiem Owsiakiem by porozmawiać o fundacji, akcjach, zaangażowaniu Polonii w niesienie pomocy i Przystankom Woodstock.

Skąd się wziął pomysł na wielkie granie i to właśnie dla sektora zdrowie?
Pomysł był irracjonalny, gdyż nawet przez pół minuty nie zastanawialiśmy się co z tego wyniknie. Zakładaliśmy, że zagramy jeden jedyny raz. Dwadzieścia trzy lata temu postrzeganie wolontariatu było słabe.
Skończyły się czasy komuny, zaczął się nowy ustrój, na początku jednak ludzie okazywali brak zaufania do wszelkiej działalności społecznej. A z kolei potrzeby w wielu sferach życia społecznego w Polsce były gigantyczne. Między innymi w polskich szpitalach, bardzo zaniedbanych pod względem modernizacji wyposażenia. Pomyśleliśmy więc, że razem z Centrum Zdrowia Dziecka w Warszawie „pobawimy się” w wielką akcję wsparcia, a jeśli będzie efekt - pomożemy im, kupując urządzenie do operacji na otwartym sercu.

Orkiestra działa co rok i co rok ludzie zaskakują swoim dobrym sercem, swoim zrozumieniem tej Wielkiej potrzeby?
Odpowiedź ludzi na pomysł Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy przeszła wszelkie nasze oczekiwania. Namówiliśmy więc Telewizję Polską, żeby przy okazji prowadzonej zbiórki na cel charytatywny, zrobiła z tego telewizyjne show.
Jednak tak do końca nie wiedzieliśmy, czy ludzie wyjdą na ulice, czy akcja się uda. Zrobiliśmy to w zimie, gdyż wtedy telewizja miała wolniejsze siły przerobowe, czas antenowy, możliwość udostępnienia nam swoich zasobów.
Zresztą oni myśleli, że jeśli rzucą termin w środku zimy, ty my się z tego wycofamy, nic nie będzie. A my jednak zdecydowaliśmy się ten pierwszy Finał zorganizować.

Jaki był ten pierwszy raz kiedy zagraliście, pamiętasz?
22 lata temu, kiedy ruszał pierwszy Finał, w styczniu w Polsce było bardzo zimno. Kiedy cała akcja przetoczyła się przez Polskę okazało się, że zebraliśmy równowartość prawie miliona Dolarów. Na tamte czasy były to nie prawdopodobne pieniądze.
Ludzie poczuli ogromną moc zorganizowania się poza instytucjami rządowymi, to była inicjatywa w stu procentach dobrowolna, oddolna, wychodząca od samych ludzi.

Czy taki był plan tyle lat, rok w rok?
Kiedy odbył się pierwszy Finał, zebraliśmy pieniądze, to było trzeba się z nich rozliczyć. Dlatego zorganizowaliśmy drugi Finał, ale z niego też trzeba było się rozliczyć. A każdy następny Finał pokazywał, że zbieramy coraz więcej pieniędzy i coraz więcej rzeczy załatwiamy.
Dziś, o 22 latach działalności, oprócz ogromnej ilości sprzętu jaki przekazaliśmy do polskich szpitali, finansujemy i prowadzimy także pięć ogólnonarodowych programów medycznych, oraz program edukacyjny który uczy pierwszej pomocy. W polskich szpitalach pracuje ponad trzydzieści tysięcy urządzeń medycznych przekazanych przez WOŚP.
Nasze wsparcie dotarło do około 650 oddziałów dziecięcych, czyli w praktyce wszystkich w Polsce. Nad zebraną kwotą z jednego roku, a jest to ok. 1 mln dolarów, dolarów pracuje 30 zatrudnionych w Fundacji osób, które sprawiają, by jak najefektywniej te środki spożytkować. Przy okazji dodam, że ja jestem w Fundacji tylko wolontariuszem, oprócz tego mam swoją firmę i z niej się utrzymuję, a z Fundacji nie pobieram żadnych dochodów. Jest to za to moja przygoda życia, z którą bardzo się identyfikuję, która - tak jak 22 lata temu – ma swoją moc, ale też jest dla mnie wielką radością.

Jak wypada Polonia za granicą i jej granie na rzecz Wielkiej Orkiestry?
Mam tu właśnie przed sobą kartkę i na przykład - mamy już 12 sztabów w samej Wielkiej Brytanii!
Okazuje się, że przyszły nowe czasy, zupełnie nowe.

Czasy nie są łatwe, ludziom żyje się trudniej, a jak zabrzmi w ten jeden dzień Wasza muzyka to jedność ludzka nie zna granic, dowodem jest zawsze finał z kwotą z roku na rok większą, więc jak to z tym jest?
To jest tak, że my przez te 22 lata stworzyliśmy pewien system, który się bardzo sprawdził, który na tle Polski i tego naszego narzekania jest nagle czymś pozytywnym. Te 22 lata udowadniają, że naszym najlepszym rozliczeniem jest szpital w którym pracuje sprzęt przekazany przez nas. Na przykład każda mama, która w ciągu tego czasu urodziła dziecko, każda z nich, ma wpis do książeczki zdrowia dziecka, że noworodek miał badanie słuchu i to jest jeden z elementów tego naszego rozliczenia.
Każdy, kto odwiedził kogoś chorego w szpitalu, często  mówi „Jezu, ile tam jest urządzeń z naklejonym serduszkiem WOŚP!”. Polacy, tak jak wszyscy na świecie, lubią, kiedy na coś przeznaczają pieniądze i to się potem nie gubi, tego się nie traci. To jest chyba jeden z najważniejszych elementów budowania marki. Ludzie widzą, że nic się tu nie marnuje, więc chętnie dadzą na ten cel swoje pieniądze. Orkiestra jest dziś w Polsce pewną marką.
Ludzie odczuwają, że przy nas jest radośnie, wesoło, że tu się dzieje, a jednocześnie widzą namacalne efekty naszego grania.

To już tyle lat, jakie są odczucia za granicą, bo przecież nie tylko Polacy wiedzą o Orkiestrze?
Wielka Brytania, Irlandia czy Stany Zjednoczone - tam jesteśmy znani. Chociażby w Londynie, kiedy jest Finał i Polonia tak gorąco się w niego angażuje, mieszkańcy pytają co to jest, chcą aby im o tym opowiedzieć.
Zobacz na podobną rzecz - kibice z Irlandii po mistrzostwach Europy w piłce nożnej w 2012 roku chcą przyjeżdżać do nas, bo nagle zobaczyli Polaków bardzo radosnych. A my tak naprawdę tacy jesteśmy i musimy to pokazywać, a nie że siedzimy w pubie, czy stole biesiadnym i tylko narzekamy. Musimy z dumą wszystkim mówić: 'made in Poland', być z naszego kraju dumnym. Myślę, że taka postawa przyciąga ludzi.

Jest czas na swoje pasje?
Mam swoją firmę, która produkuje programy telewizyjne. Mam również swoje wykłady, które duże korporacyjne firmy zamawiają u mnie, aby motywować swoich pracowników. Jadę, wygłaszam taki wykład, opowiadam o wielu ważnych dla mnie rzeczach i jest to bardzo miłe. A przy okazji, kiedy zapytam kto grał w orkiestrze, większość podnosi ręce. Potem zaczynają się opowieści, ludzie mówią: 'a jak byłam w szkole to grałam, a teraz robią to moje dzieci'. I to jest moja praca zarobkowa.
Orkiestra jest moją ideą. Jako idea jest ze mną bardzo mocno. Jestem też organizatorem Przystanku Woodstock i to jest niezwykłe dla mnie wydarzenie. Mam również swoją prywatną pasję, którą jest sztuka. Odwiedzam różne galerie, uczestniczę w  licytacjach w Polsce, w Warszawie, które propagują sztukę współczesną. Choć nie stać mnie na droższe dzieła, to wraz z żoną zakupujemy czasem te na, na które pozwalają nam finanse. Czytanie to kolejna moja pasja.
U siebie w łazience mam dużą półkę z książkami, wieczorem lubię posiedzieć w wannie i poczytać. Jestem również grafikiem, wszystkie pomysły i wzory na gadżety robimy sami. Ja robię wykonuje szkice, graficy przenoszą to do komputera i dalej  się to toczy. 

Czy kiedy przychodzi chwila na Wielkie granie pojawia się myśl jak teraz będzie?
Kiedy przychodzi godzina zero, wtedy to się dzieje i gramy na maksa głośno. Nie chcemy, aby wszyscy byli z nami 365 dni w roku, bo to byłoby niepokojące i trudne do zorganizowania. Ale w ten jeden dzień staramy się, żeby był to taki moment w życiu jak inne święta, kiedy jest świętowanie, impreza, można się bawić, poszaleć, popłakać i pokazać super emocje. A przy okazji obwieścić w miejscu gdzie mieszkamy, także poza granicami kraju, że mamy coś, czego inni nie mają i np. piłka nożna jest wszędzie, a Finał WOŚP jest tylko u nas i jesteśmy z tego dumni.
Ważne jest także, że to motywuje ludzi młodych, a starsi uczą się poprzez tych młodych, że są nowe czasy, że dziś świat wygląda inaczej.
Proszę pamiętać, że my nie zbieramy pieniędzy, aby łatać dziury. Zbieramy pieniądze na najnowocześniejsze rozwiązania, wprowadzamy systemy najnowocześniejszej medycyny. My budujemy nowoczesność w służbie zdrowia.

Wielka Orkiestra jest niemal jak tradycja zaczynamy na nią czekać, obchodzić jak święto i nie można sobie już wyobrazić, co było gdyby ona się miała skończyć?
My oczywiście też sobie nie wyobrażamy i też tak o tym myślimy, ale też miło jest to usłyszeć od innych. Nie chcemy być uznanymi za megalomanów, a przecież niektórzy tak właśnie nas  oceniają. Powiem ci taką ważną prawdę o Orkiestrze. Gdybyśmy nagle znaleźli w Polsce złoża ropy naftowej, gdybyśmy nagle, w ciągu chwili, zrobili się bardzo bogatym krajem, a manna z nieba spadła by nam na głowy, to mimo to Orkiestra powinna nadal grać, bo kończąc ją może właśnie byśmy to coś ważnego w naszych sercach stracili. Orkiestra to przecież ludzie, którzy ponoszą te wszystkie trudy, aby pomagać innym.

Dlaczego tylko podczas trwania Wielkiej Orkiestry telewizja uczestniczy w wydarzeniu, myślę iż jest więcej okazji w tej działalności, która powinna być również w jakiś sposób zaznaczona obecnością kamery.
Oczywiście, że chcielibyśmy więcej, ale przyszły nowe czasy i telewizja ściga się z czasem, programami, konkurencją, oglądalność stała się wyznacznikiem.
Kiedyś mieliśmy osiem godzin w telewizji, teraz mamy pięć. Ale i tak się cieszymy z tego, co mamy. Robimy wszystko, żeby trafiać do mediów i to się nam udaje.
Na przekaz telewizyjny to my musimy znaleźć sponsorów, następnie zaplanować pięć godzin transmisji, napisać scenariusz, poprowadzić cała akcję. Angażuje się w to ogrom ludzi, którzy nas odwiedzają, więc nie narzekamy, a to co mamy wykorzystujemy w 101 procentach.

Czy zawsze w Polsce jesteś na czas trwania orkiestry?
Tak, zawsze w Polsce. Kiedyś podróżowaliśmy po Polsce, ale miejscem sztabu głównego zawsze jest Warszawa.

Rozmawiała: Ella Porawska 

0 comments:

Prześlij komentarz