sobota, 21 grudnia 2013

The Economist o Polakach

Temat polskiej migracji do Wielkiej Brytanii wałkowany był w brytyjskich mediach już wiele razy, stosunkowo rzadko jednak w tej medialnej powodzi dawało się usłyszeć słowa, które tchnęłyby dla nas Polaków otuchą, że oto nasi nowi sąsiedzi widzą w nas coś więcej, niż uprzykrzony problem.
Tym przyjemniej czyta się rozważania The Economist nad zjawiskiem, które on sam określa jako "polski paradoks".
Oto z jednej strony mamy brytyjskich polityków, którzy niezależnie od partyjnych podziałów, nad podziw w tym wypadku zgodnie, utyskują nad polską imigracją. Kuriozalne są w tym przedmiocie zwłaszcza wystąpienia Jack'a Straw'a, który własnymi usty krytykuje obecnie politykę laburzystowskiego rządu, który wpuścił do Wielkiej Brytanii imigrantów, a w którym sam pełnił rolę ministra spraw wewnętrznych.
Z drugiej zaś są statystyki, które – także zgodnie – wykazują, jak pozytywny wpływ mają na Wielką Brytanię polscy imigranci i jak niesprawiedliwe, a przede wszystkim niezgodne z prawdą jest pomawianie ich o pogarszanie sytuacji gospodarczej kraju, wykorzystywanie systemu zasiłkowego, obciążanie służb publicznych oraz wszelkie inne zło.

Spada przestępczość

W tych częściach Anglii i Walii, w których jest wielu imigrantów znacząco (o ok. 1/3) spadły wskaźniki przestępczości. Znacznie wyższe jest także społeczne zaufanie: zaledwie 8 proc. osób obawia się przypadków chuligaństwa, w porównaniu z aż 56 proc. w porównaniu z poprzednim badaniem.
Mimo zwiększenia się liczby uczniów szkół wyniki osiągane w nauce są lepsze: w Peterborough egzaminy GCSE zdało ostatnio z dobrymi wynikami 57,7 proc. uczniów w porównaniu z 37,2 proc. w roku 2008. Polacy także rzadziej niż inne narodowości korzystają z publicznej służby zdrowia, zasiłki zaś pobierać może co najwyżej 20 tys. z nich, tylu bowiem zarejestrowanych jako bezrobotni.
Mimo tego zaledwie 33 proc. Brytyjczyków uważa, że unijne prawo swobodnego osiedlania się i podejmowania pracy w innych krajach członkowskich jest czymś dobrym. Społeczeństwo zawiodło się na politykach, którzy zapowiadali, że fala imigracji będzie znacznie mniejsza – widząc jej skalę czuje się oszukane.
Kryzys ekonomiczny sprawia zaś, że wszyscy są generalnie w nieco mniej tolerancyjnych nastrojach.
Jak pisze The Economist jest jednak spora różnica między tym, co się mówi o imigracji jako zjawisku, a tym co konkretni Brytyjczycy mówią o znanych sobie imigrantach: na szczeblu lokalnym imigracja jest akceptowana i uważana za zjawisko korzystne. Tak jest np. w Corby, którego władze chcą, by populacja miasta wzrosła do 2030 r. o 100 proc.
Gęsto zaludnione imigrantami Southampton w ciągu kilku lat zmieniło swoją strukturę społeczną, a co za tym idzie – widoki na przyszłość. Z podupadającego miasta ze starzejącą się populacją stało się prężnym ośrodkiem zamieszkałym przez młodych. Przy tym jednym z najszybciej rozwijających się miast na Wyspach. Podobnie jest w Peterborough, Portsmouth czy nawet Reading; przykłady można by długo mnożyć.
Polacy, którzy przyjeżdżają do Wielkiej Brytanii są także dobrze i bardzo dobrze wykształceni.
W swojej nowej ojczyźnie pracują i pną się po szczeblach drabiny społecznej. Mimo to niekoniecznie ktoś docenia to, co dla swojej nowej ojczyzny robią.
Jak pisze The Economist wniosek z tego taki, planujący na nowy 2014 rok imigrację do UK, Rumuni i Bułgarzy niekoniecznie będą mieli tu łatwo, ale z drugiej strony jak przytacza jednego z zasłyszanych miejscowych, to nie imigrantów tu nie lubią, tylko imigracji.

Autor: Karolina Skalsk, na podstawie materialu The Economist & emito.net

0 comments:

Prześlij komentarz