czwartek, 28 listopada 2013

Tego nie da się nauczyć...

Jej żywiołem stała się scena. Niezwykły talent do kreowania postaci komediowych. Tamara Arciuch - znakomita, utalentowana, polska aktorka teatralna, filmowa i telewizyjna. W 1997 roku zadebiutowała rolą Heleny w Panu Jowialskim w Teatrze Ludowym w Krakowie. Publiczności znama min. z seriali M jak miłość, Niania czy Ojciec Mateusz.

W ten weekend Tamara Arciuch wystąpi w spektaklu Kochanie na Kredyt, którego premierę zaplanowano w jednym z londyńskich teatrów. W rozmowie z Ellą Porawską zdradza czym dla niej jej aktorstwo oraz tego jak powiązała zawód aktorki i żony z tym samym mężczyzną.   

Aktorka, żona, mama to zawody pełno-etatowe, jak Pani godzi to w swojej codzienności?
Mam wokół siebie pomocnych ludzi. Gdyby nie rodzice, którzy mieszkając niedaleko nas zaangażowali się w pełni w pomoc przy opiece nad dziećmi, tak intensywne uprawianie tego zawodu byłoby wręcz niemożliwe.
Gdy wyjeżdżamy ze spektaklami oni odwożą i odbierają dzieci z przedszkola i szkoły. Gdy jestem na miejscu staram się jednak zajmować nimi pełno-etatowo.

Seriale to właśnie w nich oglądamy Panią w rolach spokojnej kobiety, ale i zdecydowanej, czy ma to także swoje miejsce w prywatnym życiu, czy taka jest Pani również na co dzień?
Jestem raczej spokojną osobą i zawsze staram się iść na kompromis. Uparte dążenie do celu przynależne moim bohaterkom nie jest moją cechą.
Wyznaje zasadę: nic na siłę, ale oczywiście w różnych sytuacjach muszę wykazywać się zdecydowaniem i siłą.

Z perspektywy czasu, co Pani odczuwa, czy gra aktorska to Pani wrodzony talent, czy bardziej nauka tej sztuki?
Bez talentu, intuicji i wrażliwości nie da się dobrze uprawiać tego zawodu. Tego nie da się nauczyć. Nie bez przyczyny aktorzy są określani – ludźmi obdarzonymi "iskrą bożą", ale szkoła i praca w teatrze daje tzw. technikę.
Sprawia, że aktor staje się kreacyjny, wpływa na umiejętność powtarzania granych emocji. Przy pierwszym i dziewiątym dublu muszę być tak samo wiarygodna, bo nie wiem który wybierze reżyser.

Są role, które gra Pani z Panem Bartoszem, swoim życiowym partnerem, jak odbieracie takie propozycje ról?
Mogę śmiało powiedzieć, że wręcz o nie zabiegamy (śmiech). Uważam Bartka za jednego z najlepszych polskich aktorów, a wiadomo że chcemy grać z dobrymi. Dodatkowo Bartek ma talent twórczy, pisze i wymyśla sceny i ma talent do improwizacji. Tak było ze sztuką 'Pod Niemieckimi Łóżkami', która właściwie wymyślił od początku do końca luźno bazując na książce o tym samym tytule.

Czy wspólna praca wnosi coś nowego w Państwa związek?
Dużo jeździmy ze spektaklami. 'Kochanie na kredyt' to już nasza 5 wspólna premiera. Wyjeżdżając, mamy trochę czasu dla siebie. Mimo, że jesteśmy w pracy to podczas podróży mamy czas na rozmowy, planowanie nowych projektów. Po spektaklu możemy zjeść kolacje, wypić lampkę wina.
Jesteśmy z dala od dzieci – co jest trudne, ale razem łatwiej przez to przejść.

Film i teatr to dwa różne przekazy siebie w danej roli, czy któryś z nich ma dla Pani szczególne znaczenie?
Każde z nich rządzi się innymi prawami. Film oczywiście jest wyjątkowy, bo zostaje po nim trwały ślad. Któż z nas nie lubi oglądać starych filmów ze znanymi aktorami, którzy w ten sposób przechodzą do historii. Teatr jest zjawiskiem ulotnym, jest tu i teraz, ale wymiana energii między aktorem i widzem jest czymś niepowtarzalnym i pięknym. Czymś czego nie przeżyje się nigdzie indziej.

Czy aktorstwo wymaga aby być twardym człowiekiem w dzisiejszych realiach?
Show-biznes w Polsce przybrał w ostatnich latach dość drapieżne oblicze. Tabloidy i brukowce święcą triumfy, bo ciągle są czymś nowym i niestety wg. ludzi wiarygodnym.

Dzieci to z reguły wyzwanie zwłaszcza dla aktorów, jak Państwo  odnaleźli siebie w roli rodziców, poświęcenia im czasu?
Nie wyobrażałam sobie nigdy życia bez dzieci, bez rodziny. Dlatego też wcześnie zdecydowałam się na macierzyństwo. Aktorstwo jest zajęciem  nie regularnym. Raz pracuje całe dnie, a potem kilka tygodni siedzę z dziećmi w domu i jestem tylko mamą. Cieszę się że w moim życiu panuje równowaga miedzy karierą, a życiem rodzinnym.

W ten weekend przyjeżdżają Państwo do Londynu ze spektaklem Olafa Lubaszenko 'Kochanie na kredyt', wspólna gra, jak to się stało?
Pracowaliśmy nad tym spektaklem od sierpnia, a nagle dowiedzieliśmy się, że dzięki agencji Sign Typ Events – Dominikowi Janasowi i Robertowi Jasiewiczowi otworzyła się możliwość dania premiery w Londynie. Bardzo się cieszę bo to będzie pierwsza wizyta w tym mieście.

Rozmawiała: Ella Porawska

0 comments:

Prześlij komentarz