sobota, 12 października 2013

Jestem, kim jestem i takiego mnie lubią

Fot: Andrzej Banas
Polski aktor, satyryk, artysta kabaretowy i telewizyjny od lat 90-tych, min. w Polskie Zoo, Mój pierwszy raz – Jerzy Kryszak - od września 2007 prowadził program Dzień Kangura w Polsacie, a od 2009 roku, wciela się w postać kioskarza w programie TVP2


W rozmowie z Ellą Porawską, Jerzy Kryszak odsłania chwile ze swojej sceny i życia.


Na scenie jest Pan już od wielu, wielu lat, czy kiedyś przychodziły myśli, aby zmienić zawód, na coś zupełnie innego?

Czy takie myśli przychodziły, one przychodziły mi nie jednokrotnie, ale to są takie myśli związane z samym sobą. Z celem, bo ja nie lubię robić czegoś tylko po to żeby robić, lubię robić coś więcej niż tak zwany przekaz, ja lubię jakby zarażać, dawać emocje, energie i jeżeli ja nie wiem po co ja wychodzę na scenę to wtedy nie wychodzę, a jeśli wychodzę to mam tak zwany dyskomfort i tego nienawidzę i właśnie wtedy się zastanawiam, czy nie zmienić zawodu.

Oglądając występy mamy przekonanie, że to wszystko jest wyreżyserowane, ale czy były sytuacje kiedy musiał Pan improwizować?

Ja cały czas to robię i choć może to tak wygląda tylko, ale to jest ogromna walka z samym sobą, żeby być na tyle przygotowanym, żeby to po pierwsze wyglądało jak improwizacja i żeby to była improwizacja.
A jednak u mnie jest ta duża doza improwizacji, bo ja sobie nie wyobrażam żeby takie spotkania jak ja mam były bez improwizacji i to nie jest do wyobrażenia nie do pomyślenia bo to jest jakbym ja nie doceniał widzów, słuchaczy, oni muszą brać w tym udział to nie jest tak, że ja mam nauczoną jakąś bajkę tę  bajkę opowiadam bo ja bym chyba umarł wcześniej.

Co zalicza Pan do swojego największego sukcesu na scenie?

Nie wiem, powiem szczerze, są takie momenty w życiu i nie ma to znaczenia czy się jest aktorem czy stolarzem, czy pisarzem. Bywają takie momenty kiedy się wydaje, że człowiek się spełnił cały, że to co robiłem miało sens, ale to są naprawdę i albo przychodzi coś jak zapomnienie się w czymś tak jak w moim przypadku zapomnienie się, nie że zapomnienie kim jestem tylko, że zapominam że jestem na scenie, że jestem kimś więcej, czymś więcej to się nazywa, że ktoś ma taką iskrę, ona błyśnie, gwiazdę i ona na moment się zapali i wtedy następuje tak tu mówię odnośnie aktorstwa porozumienie pomiędzy nadającym, a odbierającym, czyli między aktorem, widzem czy słuchaczem.
To jest takie dopełnienie, to się czuje i to jest ten najwspanialszy moment. I w życiu również są takie momenty i to jest najwspanialsze i myślę, po to właśnie żyjemy.

Jest Pan rozpoznawalny poprzez swój specyficzny ubiór to tylko sceniczny aspekt, czy ten sam powtarza się w codzienności?

Ja nie wiem jak ja się ubieram i tak naprawdę jest mi to obojętne wkładam chodaki i wychodzę, w chodakach 'wogóle' się nie skłaniam ku wiązaniu butów, a chodaki bym nosił okrągły rok, tylko zima zmusza, bo raz zgubiłem chodaki na Podhalu i musiałem ich szukać w śniegu, a że były białe
to zajęło mi to jakiś czas.

A włosy i wąsy to nieodłączny rekwizyt. Nigdy nie myślał Pan aby zmienić np. ich kolor?

Jakoś nie myślałem, włosy troszeczkę podstrzygłem, wąsy za namową żony, ale to tak minimalnie, bo uważałem to tak za higieniczne, to znaczy żeby mi tam gdzieś zupa nie wchodziła. Nie zastanawiałem się nad tym kompletnie i się nie zastanawiam.
Takie włosy są takie już były, nie są one najwspanialsze, ale są jedyne bo innych nie mam, a peruki nie będę zakładał. Do fryzjera nie będę chodził, sam przelecę nożyczkami, wsadzę głowę pod prysznic sam je myje, susze wychodzę z łazienki wstrząsnę głową, bo szkoda czasu na takie rzeczy.

Naśladowanie głosów to również wkład w Pana karierę, jaka postać sprawiła największe poczucie humoru podczas jej odtwarzania?

Ja tak naprawdę nie umiem naśladować głosów, ja czasami się tak wejrzałem żeby te głosy były rozpoznawalne. Tak abym mógł sprzedać na części, ale tak naprawdę największą radość sprawiły mi te postacie, które lubiłem, bo nie robiłem postaci których nie lubiłem robić.
Robiłem takie, które mi sprawiały frajdę, które mnie same bawią, sposób sformułowań podawany przez Lecha Wałęsę, no przecież to jest rozkosz, o tym co ja mówię, o to co on myśli, jak on myśli, sposób formułowania myśli, również sposób mówienia przez Tadeusza Mazowieckiego takie szukanie gdzieś po tych okolicach, intelektualnych obszarach, które robił Tadeusz Mazowiecki to było coś genialnego i w tym rytmie jakim on mówił, to takim tonem głosu. Ja robiłem te postacie, które mnie sprawiały frajdę, które, że tak powiem mnie inspirowały.

A skąd biorą się pomysły, czy też inspiracje do monologów?

Nie wiem, życie, skądkolwiek, tak trudno powiedzieć co, kogo, co mnie zainspirowało, co mnie popchnęło w tą stronę, naprawdę albo się coś zahaczy, albo nie. Jest fakt można go obrobić i ładnie podać, a się okazuje, że on się nie poddaje i okazuje się że on jest za prosty, za gołosłowny, a drugi fakt wydawałoby się na początku mało atrakcyjny, a z tego coś poszło dalej.

W większości występuje Pan sam to wybór własny, czy może scena tak pokierowała?

Własny, to jest tak naprawdę wybór własny, ja lubię być sam. Wtedy sam odpowiadam za wszystko, wtedy wiem, że jak ktoś się czegoś czepia to nie czepia się poprzez kogoś tylko czepia się mnie bezpośrednio. Ewentualnie jemu się to może podobać i odpowiadać to co ja mówię, ale ja to wtedy biorę w 100% wszystko na siebie, ja jestem sam odpowiedzialny to tak jak ten żeglarz, co sam sobie sterem, żaglem okrętem.

Pamiętamy Pana też z aktorstwa, filmu, wrócił by Pan do tego?

Ciężko bardzo, są jakieś propozycje, przymiarki, mnie to bardzo dużo kosztuje, bo ja się przyzwyczaiłem do tego że wsiadam w samochód jadę, spotykam się z ludźmi, wracam. A film to jest siódma rano, czy tam szósta rano, a potem czekanie na światło, na dźwięk, na jakiegoś kolegę, operatora, na kamerzystę, na cokolwiek, na reżysera, uzgodnienie ja potem nie widzę tego efektu to tak strasznie trudno, tak mnie jest trudno, tak jak pod górę, płacze wtedy, nie mam siły, nie chce mi się, o Boże po co.

Podczas swoich występów przez te wszystkie lata, czy była sytuacja która pozostawiła w pamięci szczególne wspomnienie np. z odbioru publiczności coś co zaskoczyło Pana?

Już mówię, wielokrotnie zdarzały się sytuacje kiedy popłakałem się będąc na scenie, widząc reakcje, ale takiego jednostkowego to nie jestem w stanie podać, musiałbym sobie odgrzebać w pamięci, teraz nie kojarzę jednego.

Czy zauważa Pan różnicę w odbiorze podczas występów w Polsce, a zagranicą?

Można by powiedzieć jest różnica to znaczy, Polacy mieszkającyza granica reagują tak jak Polacy po stronie zachodniej Polski, ale jesteście jednak bardziej otwarci, bardziej żywiołowi, bardziej emocjonalnie reagujecie, jeśli chodzi o tak zwany poziom reakcji to można by powiedzieć że u Was jest najwyższy.
Potem ten zachód Polski, a potem wschód Polski, który jest nie do końca przekonany, taki troszeczkę bojaźliwy, taki trochę zalękniony, taki pół otwarty i trzeba się tak trochę postarać, żeby pootwierać ludzi bo jest jakieś takie stare myślenie, sprzed lat post PRL-owskie, albo jeszcze wcześniejsze, to gdzieś pokutuje wśród ludzi.

Czy myślał Pan kiedyś o wyjeździe z Polski na stałe?

Myślałem i to były lata 80-te, gdzieś 81-wszy przed stanem wojennym to wtedy myślałem, nawet się przymierzałem, ale to ogromna odwaga, a ja tej odwagi do końca nie miałem.

Co Pana najbardziej irytuje w życiu i na scenie?

Mimo wszystko dla mnie scena i życie to są dwie różne rzeczy, ale oczywiście życie to ja przenoszę na scenę, ale to co mnie irytuje po prostu to głupota straszna, pycha mnie irytuje, pycha jest potworna brak pokory mnie irytuje, brak pokory wobec innego człowieka, wobec życia również, prymitywne myślenie, takie najprostsze, najgłupsze takie, które krzywdzi ludzi, rani, no takie te wszystkie złe emocje, które się przenoszą na innych, no głupoty, chamstwa tego nie cierpię.

Konkurencja na rynku jest coraz większa jak Pan się z tym czuje?

Ja wiem, ale chwała Bogu mało kto się zajmuje taką działeczką, małą działeczką, na której ja uprawiam swoje klocki.
Są też młode kabarety, które mają sporo lat, jedne młodsze, jedne starsze oni mają swoje żarty na pograniczu żartu studenckiego, takiej zabawy. Może to i dobrze, może to i źle, taki kabaret, miejsce gdzie powinno się poruszać mimo wszystko trochę na granicy żartu społecznego, a nie tylko wygłup, żart, czy kawał, ja nie opowiadam kawałów, dowcipów ja tego nie robię po prostu, ja robię taką żywą rozmowę z ludźmi w jakiś sposób przeze mnie reżyserowaną i kierowaną. Natomiast nie lubię  takich żartów na zasadzie przebrać się za skórkę od banana, żeby tylko było śmieszna, albo za kobietę i mówić wysokim głosem, to mnie nie bawi.

W wolnej chwili jakie jest najbardziej ulubione zajęcie?

W wolnej chwili, to żona i ogródek.

A co Pan będzie robił kiedy przyjdzie czas odpocząć?

A będę w moim ogrodzie, będę pielił, kosił trawę, będę obcinał, przesadzał, będę dosadzał, będę żonę kochał, będziemy sobie spacerowali i będziemy patrzeć na słońce.

Podczas pobytów za granicą jest czas dla siebie, zwiedzanie, zakupy....?

W takiej sytuacji to jest tak, że się przyjeżdża, zapoznanie warunków, z salą, występ, a potem to już nie ma za bardzo czasu i to jest tak wszystko z biegu.


Autor: Ella Porawska

0 comments:

Prześlij komentarz