czwartek, 19 września 2013

Z nimi zawsze sala jest pełna śmiechu(wywiad z Przemysławem Borkowskim)


Kabaret Moralnego Niepokoju to znany i lubiany zespół kabareciarzy. Od wielu lat ich występy cieszą się ogromną popularnością. Oryginalność stylu, niepowtarzalne spektakle to domena tej grupy. Lata powstania sięgają 1996 roku. Warto wspomnieć, iż jeden z członków kabaretu Przemek Borkowski jestrównież autorem książek. Ostatnio wydane dzieło to 'Hotel Zaświat'.

Na kilka dni przed ich występem na Wyspach, Przemek Borkowski w wolnej chwili pomiędzy występami rozmowiał z Ellą Porawską.

Już od wielu lat Kabaret Moralnego Niepokoju rozbawia publiczność, jak dla Was mijają te lata?

Bardzo, muszę przyznać, przyjemnie. Kabareciarz to jeden z fajniejszych zawodów, jakie wymyślono. To bardzo miłe i ciekawe życie. Ja w każdym razie bym się nie zamienił.

Wasz skład nie ulega zmianie, co jest tego powodem?

No, ostatnio nasz skład uległ dość poważnej zmianie. Odeszła z niego Katarzyna Pakosińska, a pojawiła się Magda Stużyńska, aktorka znana między innymi z roli Marcysi z serialu Złotopolscy. Przeżyliśmy więc rozwód, a potem ponowne małżeństwo. To tak jakby Real Madryt wymienił Ronaldo na Messiego. Ale teraz okienko transferowe jest już zamknięte i mamy zamiar grać w tym składzie przez najbliższe sto lat.

Pojawiają się nowe skecze, pomysły, kto pracuje nad pisaniem tekstów?

Teksty pisze Robert Górski i to na nim spoczywa ten trudny acz zaszczytny obowiązek. To ciężka praca i nikt z nas mu jej nie zazdrości. Ale Robert ma do niej wyjątkowy dar.

Czy zdarza się Wam powracać do skeczy sprzed lat?

Rzadko, ale zdarza się. Teraz właśnie czeka nas coś takiego, bo występujemy na koncercie w Muzeum Powstania Warszawskiego i pokażemy tam parę naszych starszych skeczy o tematyce, powiedzmy, historycznej. Będzie to bardzo ciekawe doświadczenie, bo nie graliśmy ich ładnych parę lat. Ciekawe, czy uda nam się je „wskrzesić”. Mamy trochę tremy przed tym wydarzaniem.

Czy kabaretowy wyluzowany styl jest tylko na scenie, czy może przekłada się na codzienność?

Gdy jesteśmy razem, nawet poza sceną, wtedy jest bardzo wesoło. Czasami nawet trochę współczuję ludziom, którzy na przykład muszą jeść w naszym towarzystwie obiad w restauracji. Ale gdy jesteśmy w domu, czy powiedzmy w sklepie, wtedy niekoniecznie przez cały czas sypiemy dowcipami. Choć nie jesteśmy też ponurakami.
W naszym przypadku w każdym razie przekonanie, że kabareciarze są prywatnie smutasami, zdecydowanie mija się z prawdą.

Przemku, oprócz kabaretowego życia jesteś pisarzem, ostatnio wydałeś dzieło 'Hotel Zaświat' skąd pomysł na tak owianą tajemnicą opowieść?

Pomysł wziął się niestety z życia i to z życia w jego niezbyt przyjemnym przejawie. Jakiś czas temu w miejscowości, w której się wychowałem, popełniono dość makabryczną zbrodnię. Ta zbrodnia dała początek historii opisanej w mojej książce.
Całą resztę oczywiście wymyśliłem, ale to ziarno, wokół którego obrosła perła – że tak zażartuję – jest prawdziwe.

Przy tak zajętym trybie życia z kabaretem, kiedy miałeś chwile na napisanie tak wciągającej powieści?
Wbrew pozorom nie jesteśmy cały czas w trasie. Między wyjazdami na występy miewamy dni, a nawet czasami tygodnie wolnego. Wtedy można robić, co się chce. Ja na przykład piszę. To zresztą jeszcze jeden powód, dla którego tak lubię mój kabaret. W żadnej innej pracy nie miałbym tyle czasu, by móc napisać trzy książki. A tyle już wydałem.

Powrót głównego bohatera w miejsce z dzieciństwa, czy jest do tego jakiś podtekst?

Chyba tylko taki, że gdy wracamy po latach do miejsc, gdzie spędziliśmy dzieciństwo, często oprócz wzruszenia towarzyszy nam paradoksalnie poczucie pewnej obcości, bo i to miejsce się zmieniło, a i my nie jesteśmy już tacy sami jak kiedyś. Myślę, że Polacy, którzy wyjechali do pracy do Anglii, i którzy przyjeżdżają czasami do kraju w odwiedziny, wiedzą, o czym mówię. Myślę też, że ten wątek mojej powieści może szczególnie do nich przemówić. Jej bohaterem jest bowiem człowiek, który czuje się wewnętrznie rozdarty. Z jednej strony zadomowił się już w nowym miejscu, podoba mu się tam. Z drugiej zaś ciągle tkwi w nim tęsknota za krajobrazami dzieciństwa.
Gdy jednak odwiedza swoje rodzinne strony, dostrzega z pewnym zdziwieniem, że chyba nie jest to już do końca jego miejsce. Czy państwo czasem nie czują się tak samo przyjeżdżając do Polski?

Ująłeś wątek pewnego rodzaju gry, dialogu pomiędzy naturą, a człowiekiem-bohaterem rzadko skupiamy uwagę na tym co nas otacza, opisując dałeś pewien obraz, który daje do myślenia, dlaczego powiązanie z naturą?

Wychowałem się w domu stojącym nad brzegiem jeziora. Przez całe dzieciństwo i młodość patrzyłem przez okno na wodę, las i księżyc. To piękne, fascynujące, a czasami pełne grozy widowisko. Natura zawsze mnie wzruszała i inspirowała.
I takiego bezpośredniego kontaktu z naturą w moim obecnym życiu najbardziej mi brakuje. Poza tym Warmia, gdzie umieściłem akcję swojej powieści, to region, gdzie trudno nie zauważyć obecności przyrody, bo czasami wręcz nieomal wdziera się ona do domów i do centrów miast.

Czy koledzy byli wsparciem podczas powstawania dzieła?

Nie dałem im na to szansy. Zwykle bowiem, gdy coś piszę, trzymam to w jak najściślejszej tajemnicy i nikomu nie zdradzam, o czym jest książka, ani nawet, że w ogóle powstaje. Tak było i tym razem. 
Pierwszy raz moi koledzy dowiedzieli się o „Hotelu Zaświat” dopiero, gdy wręczyłem im po egzemplarzu już wydanej książki.

W ciekawy sposób Robert Górski określił Twoją książkę, co o tym myślisz?

Napisał, że poleca tę książkę nie tylko dlatego, że napisał ją jego dobry kolega, ale też dlatego, że jego kolega napisał dobrą książkę. Myślę, że on też jest dobrym kolegom i że ma dobry gust.

Już za kilka dni odwiedzicie Anglię, czy wyjazdy zagraniczne wprowadzają jakieś urozmaicenie czy traktujecie to zwyczajowo?

W Anglii byliśmy już tyle razy, że przyjeżdżamy tu jak do domu. Dla nas taki wyjazd nie różni się specjalnie od wyjazdu na występ do Poznania czy Krakowa. Tyle tylko, że lecimy samolotem, a nie jedziemy busem. Polska publiczność w Anglii też nie różni się niczym od tej w Polsce. To przecież w większości ludzie, którzy wyjechali z kraju w miarę niedawno, często do niego przyjeżdżają, oglądają polską telewizję i przeglądają polskie portale internetowe. Dziś o wiele łatwiej być emigrantem niż kiedyś.
Co innego, gdy wyjeżdżamy w jakieś egzotyczne dla nas rejony. Ostatnio byliśmy na przykład
w Meksyku. O, to było urozmaicenie, nie ulega wątpliwości! Tym bardziej, że złamałem wtedy palec. W Anglii nigdy mi się to nie przydarzyło.

A na zakończenie, czy pobyt za granicą na występy pozwala na zwiedzenie,
czas na prywatne chwile, może zakupy?

Jasne, zawsze staramy się tak zorganizować sobie wyjazd, by mieć trochę wolnego. Niektórzy wykorzystują ten czas na zakupy, inni na zwiedzanie. Ja jestem w tej drugiej grupie.

Autor: Ella Porawska


W dniach 27 - 29 września, Kabaret Moralnego Niepokoju wystąpi na Wyspach, w tym w Peterborough, Manchester i Birmingham. Bilety oraz bliższe szczegóły znajdziesz na www.kabareton.co.uk.

0 comments:

Prześlij komentarz