czwartek, 19 września 2013

Bez przesady (Felieton tygodnia)

Mają mieć „dewastujące” skutki dla turystyki w Dorset. Odstraszać tych myślących o wypoczynku w Bournemouth i Swanage oraz na Isle of Wight. Powodować bezrobocie, mniejsze obroty w hotelach i straty dla lokalnego biznesu. Rokowania godne tych przewidywanych dla co najmniej poważnej katastrofy.

Tymczasem idzie o wiatraki, a konkretniej o supernowoczesną farmę wiatrową. Chodzi też, zdaje się, o celowe robienie z igły wideł. Czy rzeczywiście tak wiele zmieni fakt, iż w bliskim sąsiedztwie miasta staną gigantyczne wiatraki o wysokości porównywalnej do słynnego „Ogórka” – biurowca w londyńskim City?                                                                                                                                            
Nie tak dawno firma odpowiedzialna za budowę oskarżona została o propagandę, jako że – w ranach promocji projektu – rozdawała dzieciom maskotki. Czy aby nie należy przyjrzeć się i drugiej stronie medalu i zapytać, czy to bodaj nie propaganda przeciwników farmy stoi za malowaniem sprawy farmy w tak czarnych barwach? Jeśli bowiem pojawia się temat turbin, prawie zawsze słychać najgłośniej tych prorokujących rozmiary potencjalnej tragedii dla miasta, regionu i wszystkich po kolei. Komu i któremu biznesowemu lobby zależy najbardziej, by do farmy zniechęcić tak wielu?  Jeśli wierzyć pojawiającym się w prasie opiniom, region czeka – z winy Navitus Bay – wszystko, co najgorsze. Tyle tylko, iż odnieść można przy tym wrażenie, że wszystkie pozycje na publicznie wyrażane opinie zarezerwowano dla oponentów, a na argumenty tych mówiących coś całkowicie przeciwnego nigdzie nie ma miejsca. To niepokojące, iż na lokalnym forum przytacza się przede wszystkim argumenty przeciw farmie. Gdzie podział się czas na wysłuchanie drugiej strony, choćby głosów o pozytywnym wpływie energii odnawialnej na środowisko? O nowych miejscach pracy? O tym, iż tych, których do miasta przyciągają złociste plaże zapewne nie odstraszą wiatraki, – bo choć duże, to usytuowane zostaną wiele kilometrów od brzegów? Turbiny dostarczać miałyby energii do siedemset dziewięćdziesięciu tysięcy gospodarstw, czyli około trzem procentom adresów w UK. O tym też nigdzie ani pozytywnego słowa.                                                                              
Zapytany nie tak dawno o opinię parlamentarzysta John Hayes (sprawujący kiedyś funkcję ministra między innymi do spraw energii) powiedział: “Jestem świadomy obaw co do wpływu turbin na turystykę, aczkolwiek nie ma jednoznacznych dowodów na negatywne skutki takiego oddziaływania”. Co więcej, powołując się na raporty DECC I BIGGAR Economics stwierdził, iż farma wietrzna może nawet zwiększyć obroty lokalnych firm. W ferworze prób zrównywania Navitus Bay z ziemią krytycy „zapominają” choćby o takich argumentach.                                                                     
Bez przesady. To chyba najdelikatniejsze słowa, jakich można użyć w stosunku do protestujących przeciw wiatrakom. Wmawianie lokalnym mieszkańcom, iż czeka ich ze strony farmy wietrznej samo zło nic nie da, jeśli prawda leży pośrodku. A taką najtrudniej przełknąć. Zwłaszcza jeśli – w wieszczeniu jedynie najgorszego – nie jest się bezstronnym.

Autor: Agnieszka Bielamowicz


0 comments:

Prześlij komentarz