poniedziałek, 15 lipca 2013

Afrykańska elektronika czy magia voodoo? (Wywiad)

Pod koniec czerwca na księgarniane półki trafiła trzecia już książka Jana Krasnowolskiego, lokalnego, polskiego autora z Bournemouth. Podobnie jak dwie poprzednie książki, “Afrykańska elektronika” informuje, edukuje, a przy tym bawi do łez.


W miniony weekend, Jan Krasnowolski był Gościem Tygodnia w programie Magazyn FM na antenie 103.9 Voice FM, w rozmowie z Tomaszem Dyl ujawnia czy takim jest afrykańska elektronika, pasji do latania oraz co sprawiło, że przeprowadził się z rodzinego Krakowa do Bournemouth.

"Afrykańska elektronika" jest Twoją trzecią książką. Czy ma ona jakieś powiązania z poprzednimi?

Nie bardzo. Ta książka jest efektem mojego życia w UK, poprzednie napisałem żyjąc w Polsce, poza tym chciałbym wierzyć, że Afrykańska elektronika jest o kilka poziomów lepsza. W końcu chodzi o to, żeby nie stać w miejscu, tylko się rozwijać. Dotyczy to każdej dziedziny życia, a więc pisania również.

Czym takim jest afrykańska elektronika?

Żeby nie zdradzić za dużo, powiem tylko, że jest to coś, o czym wszyscy raczej słyszeli, ale jest to zjawisko szerzej znane pod inną nazwą. Chodzi o magię voodoo. Nazwa 'afrykańska elektronika' wzięła się od mojego kumpla Eugene'a, który pochodzi z Ghany i z którym przepracowałem rok na wózkach widłowych. Problem jest taki, że później starałem się potwierdzić, że ktoś jeszcze słyszał o 'afrykańskiej elektronice' i okazało się, że nikt o tym nie słyszał. Możliwe więc, że Eugene sam wymyślił tą nazwę. W sumie nieważne - nie wyobrażam sobie lepszego tytułu dla tej książki.

Skoro wydałeś trzecią ksiażkę, pozwolę sobie zapytać, czy będzie czwarta książka?

Właśnie byłem w Polsce i rozmawiałem z wydawcą. Powiedział, że da mi rok przerwy a potem chce widzieć następny materiał. W sumie mam już pewien pomysł - chcę napisać o nas, Polakach żyjących w Anglii. Jakiś czas temu był w polskiej telewizji serial "Londyńczycy" i moim zdaniem była to kompletna porażka - badziewny, mdły serial napisany na zamówienie telewizji. Jeżeli polski widz czerpie stamtąd wiedzę o nas i o naszym życiu - to uważam, że należy ten temat odkłamać. To znaczy zrobić po swojemu. Ostro i po bandzie, chociaż z poczuciem humoru. Mam już nawet pomysł na tytuł - "Zmywaki". Albo "Brytole".

Na co dzień zajmujesz się jednak zupełnie czymś innym, niz pisanie książek, co sprawilo, że postanowiłeś wydać trzecią powieść?

Muszę się zajmować z czymś innym, bo z pisania nie da się wyżyć. Mówię oczywiście o polskim rynku wydawniczym. Bryndza i tyle. Tak to wygląda, że piszę dla siebie, w wolnych chwilach i dobrze się przy tym bawię. Traktuję to jak hobby. Tego, co napiszę nikomu nie wysyłam, trzymam to w swoim komputerze i w sumie jest mi wszystko jedno, czy ktoś to jeszcze przeczyta, czy nie. Ale jest taki facet, nazywa się Piotr Marecki i jest szefem wydawnictwa Ha!art, on jest strasznie uparty i stale męczy mnie o teksty, żeby można było z tego zrobić książkę. Gdyby nie on, ta książka by nie powstała. Podobnie jak poprzednia "Klatka".

Oprócz pisania masz jeszcze jakieś inne pasje?

Jasne. Remonty domów. Poza tym latam na paralotni, choć szczerze mówiąc w tym roku nie mam na to kompletnie czasu.

Czy w dzisiejszych czasach wydanie książki jest tak samo trudne jak kilka lat temu?
Nie wiem właściwie, bo ja już mam swojego stałego wydawcę, który bardzo stara się, żebym został przy nim i wydawał w jego wydawnictwie. Nie mam pojęcia, jak jest z ludźmi, którzy dopiero zaczynają pisać i chcą debiutować, ale z tego, co widzę, jeśli ktoś jest dobry to wcześniej czy później się przebije. Co nie znaczy, że początki nie są frustrujące.

A jak to wygladą z auidobookiem, myślałeś o wydaniu "Afrykańskiej elektroniki" w takim formacie?

Nie myślałem, ale jak mój wydawca wpadnie na taki pomysł, to może coś z tego będzie. Jest jeden gościu, który mógłby czytać moje kawałki, świetnie by pasował. To aktor Eryk Lubos. Przyjaźnimy się i on nawet pojawia się w "Afrykańskiej elektronice" jako jeden z bohaterów.

Na koniec pozwole sobie zapytać, co sprawiło, że zechciałeś przyjechać do Bournemuth, a nie zostać w rodzinnym Krakowie?

Pytasz poważnie?

Jak najbardziej.

Ja zawsze twierdzę, że powodów do wyjazdu jest tyle samo co ludzi, którzy wyjechali, ale zawsze jest też jeden powód wspólny - wszyscy mieliśmy dość życia w domu wariatów. Tu jest po prostu normalnie. Czyli dobrze. Nie wiem jak wy, ale ja na pewno nie wracam. Nie ma takiej opcji.

Rozmawiał: Tomasz Dyl

KONKURS!
Dla czytelników Magazyn PL, mamy do wygrania trzy książki Jana Krasnowolskiego, “Afrykańska elektronika”. Aby zdobyć jedną z nich, już teraz wyślij e-mail na adres konkurs@magazynpl.co.uk, w treści wiadomości podając swoje dane osobowe, w tym pełen adres wraz z kodem pocztowym.
Na zgłoszenia czekamy do 21.07.2013. Powodzenia!


0 comments:

Prześlij komentarz