czwartek, 6 czerwca 2013

Moje nowe, podwójne życie

Wyjeżdżając za granicę większość z nas myśli tylko o jednym. Lepsze życie, bardziej wyluzowane społeczeństwo i swoboda. To ostatnie słowo na obczyźnie przybiera najróżniejsze formy. Napewno nie kojarzymy go z niczym co dotyczy naszych bliskich pozostawionych w kraju.





Poprzez sytuacje życiowe podejmujemy decyzje często tą najbardziej drastyczną w wymowie, kiedy jedno z rodziców wyjeżdża pozostawiając w kraju żonę, męża i dzieci. Spoglądając wstecz wiele doświadczeń nasuwa się w temacie takich związków na odległość. Po przyjeździe na obczyznę przede wszystkim chcemy dać poczucie bezpiecznej wymówki, że nam zaczyna się układać całkiem nieźle. Bo cóż ważniejszego jest, od miejsca gdzie można się zatrzymać. Kiedy zaspokoimy te informacje w rodzinie, dla nas rozpoczyna się inny świat. Będąc tutaj zmieniamy się, przechodzimy metamorfozę własnego życia. I czy to ten kraj jest zły do którego przyjechaliśmy? Nie, to my zaczynamy uczyć się nowych nawyków. Przyjmujemy je od tych z którymi spędzamy najwięcej czasu, a więc z pracy, od lokatorów z którymi mieszkamy. Spoglądamy na innych jak oni się świetnie bawią, zatem dlaczego i my nie możemy z tego skorzystać. Wychodzimy z założenia, że i tak rodzina się nie dowie, bo niby skąd. Wszyscy wokół nas to nasi kumple, dobrzy znajomi. A do nich zwierzać się nie musimy, czy w kraju ktoś na nas czeka, czy nie. Dosyć mamy swojego dotychczasowego życia, w którym nie wiele się działo, a może nawet nic.  

“Nowa” rodzina

Chcemy coś zmienić, poczuć się inaczej. I choć moment potrzeby wysłania do rodziny środków finansowych przypomina nam o ich istnieniu, to szybko zapominamy o tym do następnego przekazu. Pomagając swojej pozostawionej rodzinie staramy się utrzymać pozory dobrego męża, zaradnej żony. Tylko nie zawsze jest to prawdziwe to znaczy to, że się parcuje, zarabia, ma mieszkanie to akurat w tych pozorach mogłoby się zmieścić. Tyle, że nam aż tak nie zależy już na rodzinie. Wiąże się z tym, że wymyślamy tysiące powodów dla których pozostawiony partner już nam się troche znudził, już nam się nie podoba aż tak bardzo jak to było kiedyś. Dlatego nie raz słyszymy, a moja żona w Polsce to trochę się roztyła po dzieciach, a mój mąż nie wychodzi ze mną do restauracji czy do pabu. Wszystko to poprostu narzekania, ale i tłumaczenie własnego zachowania, na które się decydujemy będąc na obczyźnie. Tutaj mamy tyle możliwości, tyle nowych znajomości, no i w końcu wynajmuje się wspólnie mieszkania mówiąc, dla obniżenia kosztów utrzymania, będzie taniej. Jednak różnie się mieszka. Są inni mężczyźni, kobiety, ale koniec z końców to przecież mieszkając razem tworzymy jakby rodzinę. A w takiej “nowej” rodzinie wiele może się zdarzyć. Bo jak wytłumaczyć fakt, że wytrzyma się bez seksu parę miesięcy, czy nawet lat. Przecież w to aż trudno uwierzyć. Ucieczka od prawdy przed rodziną staje się tak daleka jak odległość, która ich dzieli. Zamykamy im usta wysyłając pieniądze. No bo cóż tu można mieć do zarzucenia skoro mąż czy żona, utrzymują rodzinę w kraju. Przecież to nie była ich wina, że musieli się rozstać aby polepszyć byt. Zmusiła ich sytuacja życiowa, a z tym walczyć się nie da. Stąd można by powiedzieć, że liczyli się z konsekwencjami takiego kroku. Obie strony czują się poniekąt usprawiedliwiowne choć i może osoba pozostająca w kraju miała w myśli, że do zdrady tam nie dojdzie. Przecież sobie ufamy, ale czy to dzisiaj wystarczy?


Zmieniamy się

Zmiany te dokonują się w nas pomimo, iż nie tak wychowywali nas rodzice. Pomimo, iż nie tak przyżekaliśmy sobie rozpoczynając wspólne nowe życie. Zmieniamy się bo nie chcemy być inni. Dokoła nas świat się kręci dlaczego my mamy stać w miejscu. Zatracamy poczucie wierności wobec drugiej osoby z która mieliśmy wspólne plany. Wyjazdy stają się powodem wielu ukrytych romansów, ale i również nowych rodzin jakie tutaj się tworzą. Bo lokator z którym się mieszka był tak przystojny, no a męża nie ma w pobliżu to która nie oparłaby się takiej pokusie. A koleżanka z pracy była tak samotna wieczorami, że trzeba było ją pocieszyć. Z takich właśnie sytaucji powstają ciche związki, które trwają miesiącami, latami. Ludzie żyją ze sobą, śpią razem, uprawiają seks i nie tłumaczą się przed nikim czy są wolnego stanu, czy nie. Tutaj każdemu wolno wszystko. Ta teraźniejszość pobudza w nas chęć do innego życia, pełnego zabawy, alkoholu i zdrady. Swoboda, która daje nam poczucie bycia wolnym od obowiązków przed rodziną wyzwala w nas nie pohamowaną chęć zmian. Nie mamy wyrzutów sumienia, no może tylko wtedy kiedy przypomną nam się dzieci ze zdjęć, które wysyła żona, mąż aby zobaczyć jak rosną. I jeśli choć na chwile zakręci się łza w oku na ich myśl, to ona minie, kiedy znowu spotkamy się z własną rzeczywistością. Niektórzy okłamują swoich bliskich przez lata, niektórzy kończą związki, a jeszcze inni poprostu żyją mając nowe żony, parnerki, mężów i dzieci z nimi, choć w kraju czeka na nich ta sama opcja. Wykorzystujemy sytuacje, zdarzenia dla własnej przyjemności, w końcu żyje się tylko raz a i czas teraz jakoś szybciej płynie, więc po co go marnować. Poprzez taką codzienność budujemy zupełnie inny świat, tworzymy nowe terminy określające możliwości spełniania własnych pragnień. Gdzie więc poczucie odpowiedzialności przed rodziną, dziećmi, które czekają na powrót taty, czy mamy. Bo przecież tak im się mówi; to tylko na krótki okres czasu. One czekają na coś co może nigdy się nie zdarzyć. Nie mamy przecież pewności że wrócimy zwłaszcza, kiedy tuż obok nas jest już nowa rodzina, nowy związek. Tutaj nie da się tak łatwo rozwiązać, gdyż jest na miejscu. Na odległość jest prostsze do manipulowania. Zawsze rozmowę można przerwać, bo gubi się zasięg, zapracowane godziny wytłumaczą nas z braku kontaktu, a drogie bilety uniemożliwią przyjazd. Sami teraz możemy zobaczyć jak wielu z nas prowadzi podwójne życie nie martwiąc się o szczegóły z niego. Nieformalne związki są dzisiaj na porządku dziennym i nie jest to ujmą dla ludzi, którzy tak żyją. Społeczeństwo ich toleruje, znajomi również dlatego nie maja powodów by się nie łączyć. Robią to dla pewnych wygód, tańszego utrzymania mieszkania, większych oszczędności i dla czerpania własnych przyjemności i zaspakajnia potrzeb seksualnych.


Prawda już nie jest dzisiaj tak ławto definiowana

Tak to my zmieniamy definicje, to my zmieniamy wartości życia, to my zmieniamy siebie. Mamy taką władze wobec własnej osobowości, a często w tak dziwny sposób się jej pozbywamy. Tracąc godność w oczach rodziny jeśli ta, odkryje prawdę, jeśli nie robimy się sztucznie dumni z wyczynów jakie osiągamy, o których najbliżsi nie będą nawet wiedzieli. Jak długo tak można wytrzymać, przecież to dwa fronty które nas wykończą finansowo, psychicznie jeśli nie zakończymy któregoś z nich.


Refleksja?

Potrzebna jest chwila na refleksję. Świat jest wolny, otwarty na możliwości. Nie ograniczajmy się sami tylko dlatego, że nie pamiętamy już co to jest prawda.

Autor:Ella Porawska

0 comments:

Prześlij komentarz