piątek, 28 czerwca 2013

Jerzy Kramarczyk - Człowiek o wielu głosach (wywiad)

W teatrze zadebiutował w czasie trwania studiów w Teatrze na Woli, Tadeusza Łomnickiego w sztukach "Podróż po Warszawie" z udziałem Wacława Kowalskiego i Hanki Bielickiej oraz "Panna Maliczewska" Gabrieli Zapolskiej. 

Po studiach rozpoczął pracę w Teatrze Rozmaitości, a następnie w telewizji TVP. Od 1997 współpracuje z TVN.

W zabieganych dniach swej pracy Jerzy Kramaczyk znalazł chwilę, aby porozmawiać z Ellą Porawską. 






Ella Porawska: - Jak Pan wspomina swoje teatralne lata i role, w których Pan zagrał?





Jerzy Kramarczyk: - Teatr to już wspomnienia, studiowałem w PWST w Warszawie, od razu angaż w Teatrze Rozmaitości i dużo ciekawych ról. Główne role lub pierwszoplanowe w spektaklach to między innymi: debiut w nagłym zastępstwie w roli Kaya w Królowej Śniegu Ch. Andersena, po dobrym starcie kolejna rola w przedstawieniu dla dzieci Tytus Romek i Atomek jako tytułowa małpa Tytus, 
w Balladynie rola Chochlika, w Domu Otwartym rola Wicherkowskiego. 
Obsadzno mnie nie tylko w rolach charakterystycznych i komediach, zagrałem też w sztukach dramatycznych: Popiół i diament, Gałązka Rozmarynu, Opera za trzy grosze. Byłem też współautorem scenariusza i reżyserem przedwojennego kabaretu “Powróćmy jak za dawnych lat” na podstawie twórczości Jerzego Jurandota i Stefanii Grodzieńskiej. Na tyle się spodobał, że wziął udział wspólnie z Gałązką Rozmarynu, sztuce o marszałku Piłsudskim w 3 tygodniowym tourne po USA i Kanadzie. Miło też wspominam współpracę z Teatrem Ochoty w sztuce Na pełnym morzu - Sławomira Mrożka, gościnne występy z tym Teatrem w Holandii.


EP: - Role filmowe również miały swoje miejsce. W czym Pan czuł się lepiej; na deskach teatru, czy na dużym ekranie?



JK: - Teatr i film to dwa światy. Zupełnie inny styl grania, można powiedzieć, że teatralne zagrywki czy głośne mówienie, przesadna dykcja, nie sprawdzają się w filmie. Tu liczy się naturalność, obecnie jest moda nawet na aktorów nieprofesjonalnych, naturszczyków. Tak czy inaczej jest wspólny mianownik - talent i szczęście, pracę postawiłbym na trzecim miejscu.
Po Szkole Teatralnej i w czasie studiów zagrałem też w fimach: główne role w “Lęku przestrzeni” i “Śledztwo porucznika Tomaszka” czy “Co lubią tygrysy”.


EP: - Jaka z ról pozostawiła najwięcej wrażeń, o których nie można zapomnieć?


JK: - Odpowiedź będzie zaskakująca, bo rola Małpy w sztuce Tytus, Romek i A'Tomek. Byłem pierwszym Tytusem w teatralnej wersji tego komiksu. Papcio Chmiel umieścił mnie na szczycie drzewa genealogicznego, bo po nas zagrały to kolejno Teatry w Zabrzu i Łodzi. Miałem dwa futra, po pierwszym akcie czekały na mnie panie charakteryzatorki z suszarkami i wymieniały kostium. W zimie było gorąco bo działało ogrzewanie, w lecie mimo otwartych drzwi również było gorąco, a małpa musiała skakać, jeździć na rowerku jednokółkowym, grać w piłkę nożną jako bramkarz i skakać po drzewach. 313 spektakli zadbało o moją kondycje fizyczną.


EP: - Spotkaliśmy się w telewizji TVN, jak zaczęła się przygoda z telewizją?


JK: - Po 10 latach pracy w teatrze zdarzyło się nieszczęście, pożar Teatru Rozmaitości i pytanie co dalej. Obecnie oprowadzam wycieczki w TVN i najlepsze są żarty samego z siebie, dzieciom się podoba jak im opowiadam, że jakby ktoś spytał, czy spotkały w swoim życiu artystę ze spalonego teatru to tak. To ja!
W międzyczasie współpracowałem z telewizją w redakcji programu dla dzieci 5-10-15 Bożeny Walter. Jako aktor realizowałem się w roli prezentera,  ale pod tak fachowym okiem swojego mistrza Bożeny Walter poszerzył się zakres moich talentów i zajęć, pracowałem jako redaktor, wydawca, reżyser, scenarzysta, lektor, dziennikarz.
W programach 5-10-15 najmilej wspominam jeden z pomysłów, który otworzył przede  mną całą Europę. "Śladami bajkopisarzy" odwiedziliśmy z kamerą bajkowe miasteczka Christiana - Andersena w Danii czy Astrid Lindgren w Szwecji i wyjazd na Islandię.  
Pierwsze spotkania z filmem telewizyjnym to realizacja krótkich filmów wedługg scenariuszy 
dzieci i udział na festiwalu Oscar Junior w Treviso we Włoszech.
W telewizji byłem też współautorem, reżyserem i prowadzącym programu muzycznego Mini Lista Przebojów oraz jego wielkiego finału w Sali Kongresowej w Warszawie. W 1997 roku powstała telewizja TVN i mimo wspaniałego okresu w TVP, bez zastanowienia przyjąłem propozycję współpracy z TVN.
Zaangażowałem się w firmie Endemol-Neovision przy programach zlecanych przez TVN, jako reżyser i kierownik artystyczny w programach: Mini Playback Show, Zwariowana Forsa, Super Playback Show, Kręć z nami, Wybacz mi, To było grane, Big Brother – I, II i III edycja.
Od 2002 roku przeniosłem się do TVN Kraków i brałem udział w realizacjach programów CallTV. Potem współpraca przy programach Przed północą, Bez Recepty. Niezwykle cenię sobie pracę dla redakcji Zielonych Drzwi. 
Obecnie zajmuję się produkcjami dla Mango.


EP: - Pana głos słyszeliśmy w wielu słynnych bajkach jak np. Smurfy i kiedy je oglądamy to wszystko brzmi tak zabawnie. A jak Pan to odbiera?


JK: - To osobny rozdział w mojej "karierze". Dubbing to rewelacyjna przygoda, sprawiała mi tyle przyjemności, że nie mogę tego nazwać pracą. Wszystko samo wychodziło, zmienianie głosów, szukanie postaci.
Zażartuje, że zawsze jako aktor marzyłem o zagraniu w filmie rysunkowym i marzenie się spełniło. Zaczęło się od epizodów w Muppet Show, Smurfach, O dwóch takich co ukradli księżyc. Potem niezwykła propozycja zdubbingowania francuskiego filmu "Urocza idiotka"  z udziałem Brigite Bardotte, użyczyłem głosu Anthonyemu Perkinsonowi, obok Brigitte to druga główna rola - poszło nieźle.
I kolejna niezwykła propozycja. Producent angielski zażyczył sobie, żeby serialowe filmy Strażak Sam i Listonosz Pat obsadzony był przez jednego aktora. Z początku wydawało się to proste, bo było niewiele tekstu i powolna narracja. Z czasem przybywało postaci, akcja coraz bardziej brawurowa. 
Zmieniliśmy sposób nagrywania, na 24 ścieżki każda z postaci osobno; panią Price, syna Normana, właścicielkę kawiarni Belle, nawet jej kota. Kto zna te bajki zapewne wie, ile tam było różnorodnych postaci.
A potem niesamowity awans, zaproponowano mi wyreżyserowanie fabularnego filmu dla kin z udziałem dzieci i dorosłych, m.in. Whoopi Goldberg pod tytułem Klan Urwisów. 
Zrobiłem casting i wyłowiłem 20-tkę dzieci, które dubbingowały swoich rówieśników z Ameryki. Spisały się znakomicie. Nagrany dźwięk trzeba było jeszcze zsynchronizować i podmontować, biletem szczęścia był dla mnnie wyjazd do Pinewood Studios koło Londynu na zgranie dźwięku.


EP: - Czy jest jakaś rola teatralna, filmowa, którą chciałby Pan jeszcze zagrać?


JK: - Od lat stoje już po drugiej stronie kamery i więcej satysfakcji sprawia mi reżyseria, kreowanie, wymyślanie, pisanie scenariuszy. Granie pozostawiam młodszym.


EP: - A z dubbinogowej roli dla dzieci?


JK: - O tak, tu wiek nie gra roli, chętnie wróciłbym do Smurfów, Listonosza Pata, Strażaka Sama, ale musiałbym wrócić do stolicy, na razie od kilku lat jestem w Krakowie.


EP: - Jak dzisiaj wygląda Pana dzień w telewizji?


JK: - Oprócz produkcji telewizyjnej dużo satysfakcji sprawia mi oprowadzanie wycieczek. Jestem w TVN od początku istnienia, dużo wiem w tym temacie, już mnie nazywają żartobliwie kustoszem, oprowadzam, niewątpliwie aktorstwo to ubarwia, staram się żeby to nie było tylko zwykłe zwiedzanie.


EP: - Podczas naszego spotkania zaprezentował Pan urywki dubbingów z najpopularniejszych ról bajkowych. Czy często się zdarza taki występ na żywo?


JK: - Większość z wycieczek to dzieci i młodzież ze szkół od 4 do 18 lat i niezawodnym patenetem na kupienie ich zaufania jest opowiedzenie o pracy w dubbingu i próbka możliwości. Jak nie spotkają gwiazd z różnych programów to biorą ode mnie autograf i to jest miłe.

Rozmawiała: Ella Porawska

Jerzy Kramarczyk jest aktorem teatralnym i filmowym, reżyserem oraz scenarzystą. 

0 comments:

Prześlij komentarz