Musimy walczyć o siebie...

wywiad z Martinem Fitchem, polskim piosenkarzem

Zespół Ira zagra w Bournemouth i Southampton

Jubileuszowe koncerty na Wyspach

Policja hrabstwa Dorset rekrutuje

80 nowych miejsc pracy

czwartek, 23 marca 2017

Apel policji: czy rozpoznajesz tego mężczyznę?


Policja hrabstwa Hampshire apeluje do Polonii o pomoc w śledztwie. Detektywi Hampshire Constabulary poszukują mężczyzny, który może posiadać ważne informacje o wypadku, w którym 20-letnia Polka wypadła z trzeciego piętra przy Salisbury Street w Southampton w sobotę, 11 lutego o godzinie 10.45.

Oficerowie chcieliby porozmawiać z człowiekiem pokazanym na nagraniu CCTV. Widziano go w okolicy Salisbury Street w czasie zdarzenia. Policja podejrzewa, że może być on cennym świadkiem i może pomóc im w zbadaniu tego, co się stało.
Kobieta, 20-letnia Polka, została zabrana do szpitala z zagrażających życiu obrażeniom. Obecnie pozostaje ona w szpitalu w Southampton w poważnym, ale stabilnym stanie.
- Chcemy zidentyfikować tego człowieka, aby pomógł nam zbadać, co się stało  nad ranem, 11 lutego w Mede House przy Salisbury Street w Southampton – powiedział Bryan Carter, detektyw sierżant z Hampshire Constabulary.
- Uważamy, że ten człowiek może pomóc zrozumieć okoliczności tego incydentu i chcielibyśmy porozmawiać z nim w ramach tego śledztwa i wyeliminować go z naszych dochodzeń – dodaje Carter.
- Uważamy, że ten mężczyzna ma powiązania z Southampton, Londynem i Polską. Znasz go? A może to Ty? – dodaje na koniec przedstawiciel policji.
Wszystkie osoby posiadające jakiekolwiek informacje proszone są o kontakt z policją w Hampshire pod numerem 101 i podając numer referencyjny; 44170054078. Alternatywnie, anonimowo do Crimestoppers pod numer 0800 555 111. Zarówno policja jak i Crimestoppers oferują pomoc polskiego tłumacza.

Autor: Karolina Skalska

"Musimy walczyć o siebie..." - wywiad z Martinem Fitchem, polskim piosenkarzem

W Polsce znany i rozpoznawalny od lat – laureat “Szansy na sukces” oraz półfinalista programu Idol, teraz często występuje w programie “Jaka to melodia?”. Swojego głosu nie jednokrotnie użyczał w dubbing, Marcin Mroziński w 2010 roku reprezentował Polskę na Eurowizji, swoich sił ponownie próbował w tym roku.
Od 2013 roku mieszka w Londynie, gdzie pracuje nad swoją najnowszą płytą oraz pseudonimem arystycznym Martin Fitch. W przerwie pomiędzy nagrywaniem nowych piosenek, Martin Fitch rozmawia z Tomaszem Dylem o polskim rynku muzycznym, Eurowizjii oraz planach na najbliższe miesiące.

Na początek chciałem zapytać, skąd w ogóle pomysł na emigrację na Wyspy?
W pewnym momencie swojego życia stwierdziłem, że muszę siebie tak naprawdę odnaleźć i że muszę ze sobą porozmawiać. Zapytać siebie czego tak naprawdę chcę od życia. Wtedy zdałem siebie sprawę z tego, że tak naprawdę to jest muzyka. Stąd ten pomysł wyjazdu na Wyspy, bo myślę że właśnie tutaj mogę uczyć się od najlepszych.

Jak wyglądała Twoja droga prowadząca do przyjazdu na Wyspy? Rozumiem, że zostawiłeś wszystko w Polsce, spakowałeś walizki i przyjechałeś tutaj. Czy ma to być krótki przystanek?
Nie wiem. Nie zastanawiałem się tak naprawdę, czy zostanę tutaj na zawsze, czy to jest krótki przystanek na mojej drodze. Natomiast decyzja o wyjeździe do Londynu zapadła z dnia na dzień.  Londyn odwiedzałem bardzo często w swoim życiu, bo kocham to miasto i uważam, że tutaj mogę się bardzo dużo nauczyć poprzez wielokulturowość.
W Londynie jest mnóstwo różnych ludzi, smaków kuchnii i przede wszystkim mnóstwo różnych języków. Przyjeżdżają tutaj ludzie z całego świata, którzy mają marzenia. Jest to bardzo fajne, motywuje mnie, aby być jedną z tych osób które te marzenia spełniają.
Faktycznie ten wyjazd dał mi bardzo dużo – to już 3 i pół roku. Właśnie kończę nagrywanie swojej płyty i myślę, że na niej będzie słychać taki szał i zryw wyjazdu do innego kraju. Wydaje mi się, że na razie chcę tu zostać. Natomiast jak będzie dalej to nie wiem, bo jestem osobą, która żyje tu i teraz.

Wspomniałeś o nowej płycie. Rozumiem,  że single “Fight for us” to zapowiedź tej płyty?
Tak, to jeden z utworów, który znajdzie się na płycie. Mniej więcej jest to kierunek, w którym można się spodziewać, że cała płyta będzie brzmiała.

“Fight for us” opowiada o walce – czy to jest jakaś prawdziwa historia? Co starasz się przekazać poprzez ten utwór?
Zawsze się śmieje, że “Fight for us” to może być protest song. W dzisiejszym świecie dzieje się tyle złych rzeczy i widzę, że ludzie coraz bardziej stają się ignorantami. Czyli zaczyna nas denerwować to że tyle się dzieje i zaczynam coraz bardziej ignorować i nie walczyć o ta naszą codzienność. Jakby coraz bardziej czujemy się bezsilni. Myślę, że w grupie siła i musimy o siebie walczyć przede wszystkim. Jest tak, że nam się nie chce, że trochę jesteśmy zmęczeni tym, że za każdym razem trzeba coś sobie i innym udowadniać. O tym też jest ten utwór. O spełnianiu swoich marzeń i niepoddawaniu się. Ja swoim wyjazdem do Anglii pokazałem przede wszystkim sobie, że nie ma co się poddawać. Chociaż będzie ciężko i bywało bardzo ciężko, to mimo wszystko zawsze warto o siebie walczyć.

A czy możesz przyblizyć, o czym będą inne piosenki?
Utwory na mojej płycie będą o mnie. Będą to moje historie z mojego życia. Będą to historie miłosne, będą to historie walki o codzienność, walki o siebie. Będzie też utwór o tym, jak właśnie ja czuje się będąc poza domem, poza Polską. Myślę, że o tym będzie cała płyta. Chciałem skupić na niej swoje historie i opowiedzieć historie swojego życia.

Kiedy ma się ona ukazać na rynku?
Płyta ukaże się najprawdopodobniej w maju, najpierw w Polsce, gdyż będzie to płyta polskojęzyczna. Następnie płyta z takimi samymi utworami, tylko, że po angielsku, myślę że ukaże się w późniejszym terminie, a może razem. Jeszce tego nie mogę obiecać, bo narazie jestem w trakcie nagrywania ostatnich utworów.

Wiem, że przy pracy nad płytą współpracujesz z procudentami, którzy wcześniej pracowali z Ed Sheeran’em. Czy dalej utrzymujesz ten sam zespół, który pracuje nad płytą?
Odrobinę to sie zmienia. Faktycznie z producentem Ed Sheeran’a nagraliśmy trzy utwory na ten album, natomiast nad całością albumu i jego zamknięciem pracuje z innym producentem. Z młodszym producentem, który ma czas i bardziej mu się chcę, że tak powiem.
Dla mnie jest fajnie, kiedy współpracuje z kimś od kogo mogę się naprawdę dużo nauczyć. Ale z drugiej strony, jeśli ta osoba nie ma dla mnie czasu, bo ma mnóstwo innych zajęć, wtedy wolę pracować z kimś kto jest mniej znany, ale od kogo mogę się też dużo nauczyć, a zarazem wynieść dużo z tej podróży muzycznej. I tak też się stało w tym przypadku, że po trzech utworach podziękowałem producentowi i rozpocząłem współpracę z innym. A wszystko po to by ta płyta wyszła troszeczkę szybciej i żeby to wszystko ładnie spiąć w jedną całość.

Skąd pomysł, aby wydać płytę w dwóch wersjach językowych? Wielu polskich artystów stara się albo połączyć to razem, albo wydać płytę tylko po angielsku. Czy Twoim zdaniem polski rynek nie jest jeszcze przygotowany na rynek anglojęzyczny?
Uważam, że nie jest. Uważam, że polski rynek nie jest gotowy na płytę całkowicie po angielsku. A zagraniczny rynek nie jest gotowy na płytę z utworami obcojęzycznymi, w tym wypadku utworami polskimi. Stąd też wydaję dwie płyty.
Polska nie jest przygotowana na to tylko dlatego, że światem rządzą wytwórnie płytowe. Jak wiadomo, oni swoje główne siedziby mają w Stanach Zjednoczonych oraz w Wielkiej Brytanii. Stamtąd płynie muzyka do innych krajów. Każdy kraj ma jednak taka zasadę grania jakiegoś tam procentu polskich utworów, natomiast radiostacje wykręcają się z tego, tak że grają polskie utwory nocą i od czasu do czasu w ciągu dnia, a reszta to są utwory zagraniczne. No wiadomo, polski artysta, który śpiewa po angielsku to już nie taki, którego gdzieś trzeba wcisnąć. Wtedy nie jest to ani polska muzyka, ani zagraniczna, więc bardzo ciężko jest znaleźć to miejsce na rynku na nagrania polskich artystów śpiewających po angielsku.

Teraz chciałbym zapytać odnośnie Eurowizji. Pierwszym razem, w 2010 roku, dość dobrze poszło. Dotarłeś do półfinału. W tym roku już troszkę gorzej, bo jednak te eliminacje skończyły się na etapie polskim. Czy będziesz próbował jeszcze raz?
W tym roku, pojawiając się w polskich eliminacjach, to raczej był ukłon z mojej strony w stronę fanów Eurowizji, którzy namawiali mnie na Eurowizję. Natomiast bardziej chciałem zaznaczyć swoje miejsce na rynku muzycznym jako Martin Fitch z nadchodzącą płytą, niż samą walką o Eurowizję.
Eurowizja to jest bardzo specyficzny konkurs muzyczny gdzie startują 42 kraje, 42 utwory i podmioty wykonawcze. Ja cały czas uważam, że jako Polska nie jesteśmy do końca gotowi, żeby brać udział w walce o zwycięstwo, bo potrzeba na to ogromnych funduszy. Każdy występ, chociażby występ zwyciężczyni z zeszłego roku, Jamala, to koszt około $2 millionów. W Polsce nie ma takich pieniędzy, wiec nie jesteśmy gotowi do stawania w walce o wygraną.
Kolejny występ z zeszłego roku, Rosja to też około $3 milionów na sam występ. Ludzie nie zdają sobie sprawy, że przykładowe wykorzystanie dymu na scenie eurowizyjnej to koszt około 25 tys euro, nie mówiąc już o wprowadzaniu kolejnych nowinek, itp, itd.
Jest to specyficzny konkurs, bo oprócz samego utworu ważna jest też prezentacja. Wiec utwór “Fight for us” to bardziej utwór zapowiadający moja płytę niż mój powrót eurowizyjny, natomiast cieszę się za każdym razem jak mogę się pokazać wśród fanów Eurowizji i mogę im przypomnieć że jestem, że istnieje i że wrócę. Jest to dla mnie bardzo ważne.

Na początku naszej rozmowy wspomniałeś o tym, że chcesz żeby publiczność poznała cię jako Martin Fitch. A więc zmieniamy polskie imię i nazwisko na takie, które będzie brzmiało anglojęzyczne. Czy Twoim zdaniem każdy Polak powinien iść w tą stronę i zmienić swoje imię i nazwisko, żeby mieć możliwość bycia postrzeganym jako Brytyjczyk, czy to jest bardziej, że stage name?
W żadnym przypadku, nie chę być postrzeganym jako Brytyjczyk. Ja jestem Polakiem i urodziłem się w Inowrocławiu, małej miejscowości w centralnej Polsce i nigdy się tego nie wstydziłem.
Zmiana pseudonimu to był inny zabieg. Tyle ludzi po moim przyjeździe do Anglii, nie było w stanie wymówić mojego imienia i nazwiska (Marcin Mroziński – przyp. red), że musiałem coś z tym zrobić. Już samo imie sprawiało problem. Nikt nie wiedział jak to odczytać. Więc stwierdzilem, żę muszę coś z tym zrobić, aby ułatwić tym ludziom i mnie współpracę oraz kontakty, budowanie całej sieci kontaktów. Stąd też pojawił się Martin Fitch. I tak jak mówię, w żadnym przypadku nie jest to usuwanie się od polskich korzenii. Wręcz odwrotnie, przez to, że dużo podróżuję po świecie i to, że teraz mieszkam gdzie indziej, ja na nowo odkrywam tą swoją polskość w sobie. Niech nikt się nie czuje urażony, że ja teraz naglę próbuję zmieniać nazwisko – jest to tylko i wyłącznie zabieg ułatwienia współpracy poza granicą. Przy tym myślę, że jest to ważne i każdemu z nas powinno na tym zależeć, bo nie mamy jeszcze chyba żadnego takiego ogólnopolskiego, mainstream’owego muzycznego artysty poza granicami. Mam nadzieję, że Martin Fitch będzie pierwszą taką osobą.

Trzymam kciuki. Czy wraz z nową płytą jakaś trasa koncertowa?
Trasę koncertową planujemy, oczywiście. Natomiast na razie skupiam się całkowicie na płycie. Jeszcze zostało mi parę utworów do dokończenia i dopiero wtedy będziemy myśleć co z trasą koncertową.

Świetnie. W takim razie bardzo dziękuje za dzisiejszą rozmowę. Oczywiście życzymy samych sukcesów i niech Martin Fitch będzie tym właśnie, pierwszym polskim anglojęzycznie brzmiącym artystą, który podbije cały świat.
Dziękuje bardzo i do zobaczenia w Southampton.

Rzomawiał: Tomasz Dyl
Foto: Kasper Zbrowski - Weychman


Martin Fitch, właściwie Marcin Mroziński, jest polskim aktorem teatralnym – występował m.in w “Na dobre i na złe”, “Na Wspólnej”, “Listy do M” czy “Czas honoru” oraz piosenkarzem. Laureat “Szany na sukces” oraz półfinalista “Idola”. W 2010 roku reprezentant Polski w 55. Konkursie Piosenki Eurowizji. Od kilku lat mieszka w Londynie i teraz tworzy muzykę pod pseudonimem Martin Fitch.

poniedziałek, 20 marca 2017

£1,000 kary dla dwóch Polaków za podróź na gapę

Jazda na gapę, może okazać się kosztowna. Przekonało się o tym dwóch Polaków z Southampton, którym sąd nakazał pokryć koszta administracyjne na łączną kwotę ponad 1 tys. funtów.

W minionym tygodniu sąd administracyjny w Southampton wygłosił kilkanaście wyroków dotyczących gapowiczów, dwa z nich odnosiły się do Polaków.
Pierwszym z nich był 32-letni Sebastian Nowicki, który zamiast kupna biletu za £3.40, teraz zapłaci karę wynoszącą £627.40.

21-letni Krystian Kowalewicz, również podróżował bez biletu. Gapowicz przyznał się do winny, a zarazem musi zapłacić karę za jazdę bez biletu w wysokości £392.

Autor: Karolina Skalska